Ludzie mają gdzieś mój niedosłuch

Mam takiego znajomego, z którym rozmowy są przeważnie klasycznym „pitu pitu” o niczym. Bardzo odstresowująca znajomość. W takiej formie ją lubię. Wcale nie uważam, że nie wnosi nic do mojego życia, wręcz przeciwnie.

Zdarza nam się jednak porozmawiać czasem na tematy ważne i poważne. Ostatnia taka rozmowa była o nas, o naszym życiu, naszych możliwościach, marzeniach, złudzeniach, codzienności, o punkcie, w którym się znajdujemy i tym, w którym chcielibyśmy być, o sukcesach, osiągnięciach, porażkach, szansach tych straconych i tych, które jeszcze mamy.

Tak sobie rozmawialiśmy, wzajemnie się oceniając. W pewnym momencie rozmowa zeszła na tory, na których postawiłam się w miejscu „jestem do niczego, bo jestem wybrakowana”. Znajomy nie bardzo wiedział, o co mi chodzi, więc upierał się, że mam całkiem fajne życie. Ja swoje, on swoje, aż w końcu do niego dotarło:

– Ach, bo to tobie chodzi o niedosłuch! Wiesz, w ogóle nie brałem go pod uwagę. Pamiętam o nim, by pamiętać staranniej mówić, ale w ogóle o nim nie myślę, gdy oceniam kim jesteś.

Te słowa były dla mnie pewnego rodzaju olśnieniem. Zaczęły przypominać mi się różne sytuacje, w których ludzie np. pamiętali, że trzeba do mnie mówić wolniej albo, że sama nie zamówię sobie taksówki, a jednocześnie w kontakcie ze mną odrzucali tę część mnie, była im zbędna w ocenie mnie jako człowieka. Nie zostałam ich koleżanką, bo mimo niedosłuchu miałam wystarczająco dużo zalet, tylko tak po prostu, bo miałam te zalety, bo jest we mnie coś, co te osoby we mnie lubią, a mój niedosłuch jest po prostu częścią mnie, przyjęli to do wiadomości i nie rozdrabniają się nad tym.

Jedyną osobą, która oceniała mnie przez pryzmat wady słuchu, byłam ja sama. Postawiłam to w centrum siebie, jako najistotniejszy element mojej osobowości. Wszystko inne było dla mnie na drugim planie. Dla moich znajomych to poboczny element, coś jak wady, które trzeba we mnie akceptować, a ponieważ nie mają problemu z ich akceptacją czy tolerancją, to się ze mną kolegują.

Ta prosta rozmowa ze znajomym otworzyła mi oczy. Powoli uczę się, że można mnie lubić. Wierzę, że kiedyś w to uwierzę. Najpierw jednak muszę spróbować spojrzeć na mój niedosłuch z ich perspektywy, bo ludzie po prostu mają gdzieś mój niedosłuch. Istnieją rzeczy ważniejsze.

 

(Visited 1 020 times, 1 visits today)
Navigate