Lepsze czasy

Wstałam dziś nieprzyzwoicie późno – o 12. Odsypiałam 9-cio godzinną podróż, powrót z wakacji. Spałam w wygodnym łóżku, w świeżej pościeli, śniłam dziwaczne sny, czyli te przeze mnie ulubione.

Wstałam, naszykowałam na śniadanie płatki, miałam pretensje do męża, że kawę zrobił mi nie w tym kubku, bo w tym piję tylko kawę z ekspresu, a on mi przecież zrobił sypaną, a sypana to tylko w tym dużym, brązowym. Wylał i zrobił w innym.

Wstałam, zrobiłam makijaż i miałam wielki problem, bo brwi jakoś dziwnie mi urosły i w żaden sposób nie mogłam ich obrysować. Taki problem trzeciego świata, życia i śmierci, dramat wielu rodzin, bo brwi źle się układają, a eyeliner rozmazuje.

A później mąż zaproponował byśmy poszli zobaczyć coś ładnego. Poszliśmy. Poszliśmy obejrzeć obchody rocznicy Powstania Warszawskiego.

Młodzi ludzie odpalili race, Warszawa zamarła. Centrum, Warszawy i cisza. Czas na zadumę. Na oddanie honorów, na podziękowania poległym przed laty. A potem wszystko wróciło do normy, miasto ożyło, ludzie się rozeszli.

W Warszawie rocznicę Powstania Warszawskiego czuje się bardziej. Wiem, co mówię, pochodzę z Wielkopolski. Tylko, że idąc ulicami najstarszego miasta w Polsce, przystając na chwilę na minutę ciszy, nie odczułam nigdy ogromu tragedii, która miała miejsce w Warszawie w 44.

Pierwszego sierpnia po ulicach Warszawy idzie się inaczej. Idzie się ze świadomością, że spaceruje się ulicami, które spłynęły krwią. Możliwe, że chodzę po czyimś grobie. Może w miejscu, w którym właśnie stoję ktoś umarł, ktoś stracił ojca, a ktoś dziecko. Rozglądam się dookoła siebie i widzę szklane gmachy. W tym jednym momencie mam świadomość, że zostały zbudowane na ruinach.

Jest 1 sierpnia 2016 roku. Wstaję o godzinie 12, budzę się po spokojnym śnie. Po południu idę z dziećmi do Mc Donalds, korzystam z nowej oferty, dokupuję dodatkową zabawkę do zestawu dla dzieci. Uświadamiam sobie, ile mam szczęścia, bo żyję w czasach pokoju.

Rocznica Powstania Warszawskiego to dobry czas, by nie tylko wspominać i oddać cześć poległym, ale uświadomić sobie, w jak dobrych czasach żyjemy. Tak, oczywiście bywa źle, bywa nawet gorzej. Mamy na co narzekać i narzekamy. Wciąż są ludzie biedni, głodni, bezdomni. Jednak moje dziecko nie musiało dziś chwycić za karabin, mój mąż nie musiał iść walczyć o wolność ojczyzny, ja nie musiałam chować się ze strachu. Mówiłam Ci już, mogłam spać dobrze, a moim największym problemem były te nieszczęsne brwi.

(Visited 329 times, 1 visits today)
Navigate