Krzesło

Dobrze jest, kiedy jest wygodnie, bezpiecznie. Dobrze jest siedzieć sobie cichutko i nie narażać się – nikomu ani na nic. Takim azylem, schronem, bezpieczną przystanią jest mój dom. Tutaj nikt mnie nie ocenia, nic mi nie grozi. Moja natura jednak jest taka, ze lgnę do ludzi. Uwielbiam różne imprezy, kontakt z ludźmi. To, co zatrzymuje mnie w domu, to mój niedosłuch.

O pierwszej próbie opuszczenia strefy komfortu pisałam tutaj. Była ona kluczowa. Skoro poradziłam sobie raz, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że poradzę sobie kolejny. Stąd moja obecność na pikniku BFWawa i BlogUpdate. Tym razem wybrałam się na spotkanie autorskie z Konradem Kruczkowskim, autorem książki „Halo Człowiek”.

Nie znałam wcześniej Konrada. Czytałam jego bloga i wypowiedzi w mediach społecznościowych; wiedziałam, kim jest; podobało mi się, to co robi. Mój pierwszy kontakt z Konradem miał miejsce wtedy, gdy mój mąż przez przypadek wysłał mu moje zdjęcie w piżamie. Jakiś czas temu postanowiłam poprosić Konrada o pomoc, zainteresować go SkoroSerceSłyszy. Chciałam wskazówek, dobrej rady. To był mój pierwszy bezpośredni z nim kontakt.

Długo zastanawiałam się, czy iść na promocję jego książki, ale ostatecznie wygrała we mnie chęć poznania go osobiście. Drugim powodem był fakt, że Konrad postarał się o tłumacza języka migowego, bo – jak sam stwierdził – osoby niesłyszące nie powinny być wykluczane z takich wydarzeń. Nie umiem migać, ale uznałam, że chcę iść nie tylko z osobistej chęci poznania autora książki, ale też jako jedna z tych nielicznych niedosłyszących, chcę pokazać, że osoby niesłyszące nie są widmami, ale istnieją  faktycznie i można ich spotkać wszędzie.

16. maja o godzinie 17. opuściłam więc mój azyl i udałam się do klubokawiarni Państwomiasto na spotkanie autorskie, gdzie przy okazji miała przebywać spora część blogosfery.

IMAG0386Książka kupiona, podpisana, czas na pamiątkowe zdjecie

Konrad witał przybyłych gości osobiście. Zaczęłam się przedstawiać, ale okazało się, że nie muszę, bo Konrad mnie rozpoznał i dobrze wiedział, kim jestem. Trochę nerwowo zaczęłam rozglądać się po sali, w której miało odbyć się spotkanie, gdyż wszystkie miejsca blisko sceny były zarezerwowane. Nie miałam szans na odczytanie z ruchu warg czegokolwiek z odległości, w której stałam, a pierwsze krzesła siedzące były jeszcze dalej.

– Konrad, nie chcę robić problemu, ale jest szansa by znalazło się miejsce gdzieś bliżej?
– Będzie tłumacz migowego.
– Wiem, ale ja nie umiem migać, ja czytam z ruchu warg.
– Poczekaj chwilę.

Konrad wrócił z krzesłem. Postawił je tuż przed pierwszym rzędem, trochę z boku, by nikomu nie przeszkadzało. Uśmiechnął się do mnie i wskazał mi moje miejsce w rzędzie 0, a ja nie popłakałam się ze wzruszenia tylko dlatego, że miałam w planach później zrobić sobie zdjęcia.IMAG0381Moje miejsce w rzędzie 0. Sami widzicie, ze trafiłam na doborowe towarzystwo 😉

Jedno krzesło. Zwykłe, nawet nieszczególnie wygodne, po prostu krzesło. Jedno krzesło, które pokazało mi, że ludzie są dobrzy, że warto w nich wierzyć. Krzesło, które było dla mnie znakiem, że jestem tu mile widziana.

Konrad uzna, że on dostawił po prostu krzesło dla potrzebującej tego osoby. Ktoś inny powie, że nie ma się czym podniecać. Ja zaś powiem, że nikt, nigdy dla mnie czegoś takiego nie zrobił. Częściej, gdy prosiłam o podobną pomoc, słyszałam, że będzie problem, że nie da rady. Przestałam wiec prosić, teraz na nowo się tego uczę.

Konrad pokazał, że jednym przedmiotem codziennego użytku można komuś ułatwić życie i wrócić wiarę w ludzkość.

Może nie wszystko słyszałam, ale „byłam w temacie”. To także duża zasługa tłumaczki Agnieszki Osytek z Migam.pl. Nie przypuszczałam, że tyle z migowego pamiętam. Ponadto obecność tłumacza migowego dodała mi pewności siebie. To była pewnego rodzaju manifestacja: Jest tu tłumacz migowego, czyli mogą być osoby niesłyszące. Byłam jedyną z nich. Konrad mógł przewidzieć, że nikt niesłyszący poza mną nie przyjdzie, a jednak uznał, że, nawet jeśli nikt się nie pojawi, to tłumacz powinien być.

IMAG0383Z uroczą Agnieszką, która tłumaczyła spotkanie na język migowy

Warto wspomnieć też o innej części tego spotkania, a mianowicie osobach, które udało mi się spotkać i poznać.

Fajnie było poznać Zwierza Popkulturalnego, czyli Kasię Czajkę, która nota bene też napisała książkę, jej premiera miała miejsce 18. maja. Kasia także zwróciła uwagę na problemy głuchych, pisząc tekst o braku napisów do filmów dla osób niesłyszących.

Miło było spotkać Asię Pachlę, autorką bloga Wyrwane z kontekstu. Dla mnie spotkanie o tyle ważne, że jestem wielką fanką bloga Asi.

IMAG0389Jest i Wyrwane z kontekstu 🙂

Urzekła mnie też Radoshe.

Miło było znów spotkać Nishkę, z którą udało mi się zamienić kilka zdań.

Z premedytacją na sam koniec tej wyliczanki zostawiłam sobie Marcina Pefruńskiego, który po raz kolejny swoją obecnością mi pomógł. Marcin nie przewraca oczami, gdy po raz tysięczny proszę o powtórzenie, a szuka rozwiązań. Jest w nim niebywała chęć pomocy innym.

Wszystko to, co zastałam w Państwomiasto sprawiło, że nabrałam odwagi, pewności siebie. Dzięki temu zdobyłam się na odwagę, by podejść do ludzi, obrzucić ich słowami, powiedzieć, że uwielbiam, gdy piszą o miłości, że bardzo liczę się z ich zdaniem. Znalazłam odwagę, by podejść do pana Tomasza Raczka i nie tylko poprosić o podpisanie książki, ale i zamienić z nim kilka słów.

A wszystko zaczęło się od krzesła.

W pomocy nie chodzi o wielkie czyny. Wystarczą małe gesty. Często myśląc o tym, jak komuś pomóc, dochodzimy do ściany, stwierdzając, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić, bo zakładamy, że nasza pomoc musi być ogromna i zjawiskowa. To tak nie działa. Chęć kontaktu, cierpliwośc, próba dogadania się, odsłoniecie ust, wolniejsza i wyraźniejsza mowa – to wszystko są rzeczy małe, które niewiele kosztują, ale dla mnie to ogromna pomoc. To właśnie te drobiazgi zmieniają całe moje życie.

(Visited 364 times, 1 visits today)
  • Moje nożyczki

    Ty się nie wzruszyłaś, ale mi aż stanęły łzy w oczach. Właśnie takie „małe” rzeczy są ogromnie ważne i dodają wiary w siebie * jeśli to dla nas * i wiarę w innych, że możemy poprosić o tą pomoc.

    • Ja się nie wzruszyłam?

      • Moje nożyczki

        Próbowałaś to powstrzymać do zdjęć 🙂

        • Próbowąłam się nie rozpłakać, a nie nie wzruszyć, a to jest różnica. Wzruszona byłam bardzo.

Navigate