Klient nasz pan

Był taki czas, prawie 10 lat temu, kiedy całkowicie uzależniłam swoje życie od innych. Bałam się iść gdziekolwiek sama. Bałam się zrobić zakupy. Bałam się kontaktu z innymi ludźmi, nawet jeśli była to tylko ekspedientka w sklepie. Dziś staram się żyć samodzielnie. Staram się, bo co chwilę coś mi to utrudnia i co tydzień wam opisuję co.

Staram się więc robić samodzielnie zakupy. Niby nic trudnego prawda? Nawet tak banalne zajęcie czasem jest dla mnie trudne.

Coś jeszcze? Zapakować? Ma pani 20 gr? – Standardowy zestaw pytań, na który można się natknąć w sklepie. W moim przypadku są dwie opcje: albo słyszę jak ekspedientka o coś pyta, ale nie mam pojęcia o co i wtedy po prostu kręcę głowa na nie, albo wychodzę na gbura, bo nie reaguję wcale, bo tych pytań nie słyszę.

Stałam sobie kiedyś w sklepie odzieżowym i coś oglądałam. Nagle chciałam się cofnąć i omal nie przewróciłam siebie i sprzedawczyni. Przeprosiłam grzecznie, za to staranowanie, ale dlaczego ona za mną stała? Ano, pytała czy może mi w czymś pomóc. Uwielbiam pomocnych pracowników sklepu, ale problem z nimi jest taki, ze stają za plecami. Przysięgam, nie usłyszę nikogo kto stoi za moimi plecami. Albo więc znów wychodzę na gbura, bo nie reaguję, albo właśnie wpadam na te – Bogu ducha winne – sprzedawczynie. Dodatkowy problem pojawia się, gdy jednak po chwili potrzebuję tej pomocy, a mam już opinię gbura. No, sami przyznajcie, najpierw nie reaguję na grzeczne „mogę w czymś pomóc” a następnie podchodzę z uśmiechem prosić o tę pomoc.

Ogólnie radze sobie w sklepach. Robię sama zakupy. Po prostu wybieram markety i duże sklepy samoobsługowe, bo tam mam cenę przy towarze, a później cena wyświetla mi się przy kasie, co bardzo usprawnia mi zakupy.

Rzecz w tym, ze nie uniknę kontaktu ze sprzedawcami, a Ci są zwyczajnie nie przeszkoleni na wypadek kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Kasjerki mówią niechlujnie, cicho, nie patrząc na klienta tylko gdzieś w podłogę. Nie mówię, że wszystkie są wredne i złośliwe, po prostu nie biorą pod uwagę, ze ktoś może potrzebować kontaktu wzrokowego, gdy ona akurat pyta, czy spakować zakupy.

Takie małe szkolenie, mała uprzejmość – jeśli zwracasz się do klienta, utrzymuj kontakt wzrokowy. Nie potrzebuję co prawda patrzeć Ci się w oczy, ale potrzebuję widzieć twoje usta. Jeśli więc pracujesz w sklepie odzieżowym, stań tak, by klient widział Cię kątem oka, to wystarczy. Jeśli sprzedawczyni stająca obok mnie o coś spyta, to przynajmniej widzę, ze jest i pyta mnie, mam wiec chociaż możliwość poprosić o powtórzenie. Gdy staje za mną… Cóż, opisałam co wtedy się dzieje.

Jak widzicie, to są drobnostki, pierdoły takie, bo to, czego naprawdę wymagam, to kontakt wzrokowy, nic trudnego. Da się. Trzeba tylko chcieć.

Problem jest jednak w tym, że jako sprzedawców zatrudnia się byle kogo. Osoby, które kompletnie się na to stanowisko nie nadają. Na sam koniec opowiem wam pewną historię, która przydarzyła mi się w Empiku.

Szukałam książki i znaleźć nie mogłam, więc postanowiłam poszukać sprzedawcy. Natknęłam się na dziewczynę, która układała książki więc grzecznie przeprosiłam pytaniem: „Przepraszam, czy jest książka XYZ?”

Dziewczyna na mnie spojrzała, coś mruknęła i odeszła. Jakaś zła siła mnie popchnęła, by za nią iść, bo może szła sprawdzić w komputerze, czy ta książka jest dostępna -tak sobie wytłumaczyłam jej zachowanie. Zgarnęłam dziecko biegające mi między nogami i ruszyłam za dziewczyną, na co ona nagle odwróciła się i zaczęła coś wykrzykiwać w moim kierunku. Nie zrozumiałam ani słowa. Sytuacja powtórzyła się trzykrotnie – ona mówiła, ja prosiłam o powtórzenie. Klienci zaczęli się nami już interesować, a dziewczyna, po mojej trzeciej prośbie o powtórzenie zaczęła się śmiać i komentować na cały sklep to, co się właśnie dzieje. Wtedy nie wytrzymałam. Podeszłam najbliżej, jak się dało, do – pożal się, Boże – sprzedawczyni ze słowami: „Proszę pani, jestem osobą niedosłyszącą, a widzę, że panią bardzo to bawi, mnie za to nie bawi to, co pani tu wyprawia. Poprosiłam panią o pomoc w znalezieniu książki, a zamiast tego zostałam wyśmiana na cały sklep przez jego pracownika. Ja naprawdę nie muszę tu kupować.” Po moich słowach dziewczyna wydukała jakieś przeprosiny, poprosiła jeszcze raz o tytuł książki. Podałam, aczkolwiek powiedziałam, by już nie fatygowała się, bo i tak nie zamierzam jej tu kupić i wyszłam. Do dziś się zastanawiam, dlaczego nie złożyłam wtedy na nią skargi.

(Visited 142 times, 1 visits today)
Navigate