Kawa z mlekiem

Pewna warszawska kawiarnia planuje wzbogacić swoje menu o kawę z kobiecym mlekiem. Zawrzało, bo po takiej informacji zawrzeć musiało, wszak karmienie piersią i mleko matki wciąż budzą silne emocje. Jednak nie o karmienie piersią mi teraz chodzi, ani nawet o tę kawę.

Próbowałam podejść do tego jak do większości takich spraw, czyli – nie podoba mi się, to nie zamawiam takiej kawy. Bez piętnowania kawiarni i ludzi, którzy chcą wypić kawę z mlekiem matki. Choć bardzo się starałam, to nie potrafiłam. Przeszkadzała mi w tym myśl o tych, którzy do tego mleka mają pierwszeństwo – dzieciach.

Jestem zdania, że jeśli kobieta ma za dużo mleka i koniecznie chce z nim coś zrobić, by nie wylewać, to od tego jest bank mleka. W ten sposób mleko trafi do tych, którzy go najbardziej potrzebują: dzieci chorych, wcześniaków oraz tych, których mama karmić nie może.

Ktoś powie: „przecież to moje mleko, mogę z nim robić co chcę”. Z tym także mam problem, choć trudno mi taki tok myślenia zanegować. Mam wrażenie, że idziemy trochę za daleko w myśleniu „to moja sprawa”, znów wpadamy w skrajność. Z chorobliwego zaglądania nam do życia chcemy przejść do kompletnej obojętności na innych ludzi. Tymczasem to drugie jest równie złe, jeśli nawet nie gorsze. Jeśli przestaniemy myśleć o innych, ich sytuacji życiowej, bo „to nie moja sprawa”, to zatracimy zdolność do empatii, a tym samym pomocy potrzebującym.

Powodzenie takich akcji jak WOŚP czy Szlachetna Paczka pokazują, że ludzie chcą być dobrzy, chcą pomagać. Żeby jednak to robić, muszą myśleć o innych ludziach, a ich życie traktować w jakimś stopniu jak swoją sprawę. Nie zliczę, ile razy otrzymałam pomoc, bo ludzie, w tym obcy, nie powiedzieli mi „radź sobie sama, to twoja sprawa”. Cieszę się, że byłam ich sprawą.

Jakiś czas temu zaczepił mnie sąsiad. Niby sąsiedzka pogawędka, a jednocześnie wciskanie nosa w moje sprawy. Odpowiadałam zdawkowo, pożegnałam się z uśmiechem i wróciłam do domu. Mogłabym się wkurzyć, ale ja uśmiechnęłam się pod nosem. Prawdę mówiąc, wolę, by sąsiad w domu obgadał mnie z żoną – „Halinka, nie uwierzysz, żona Śpiewaka z siódmego piętra to jest od niego 16 lat młodsza”, niż kompletnie nie kojarzył, że jestem jego sąsiadką.

Wracając do kawiarni mlekiem płynącej, to, choć nie odbieram matce prawa własności do jej mleka, to jednocześnie przestałam czuć, że nie wolno mi tego skomentować, nie zgodzić się z tym. To mi też pokazało, że odcięcie się od jakiejkolwiek oceny nie zawsze jest dobre. Trzeba tylko umieć rozróżnić sytuację i zachować umiar. Z kim sypia, co je, ile zarabia Kowalska spod piątki, to nadal jest tylko jej sprawa. Jednakże jeśli Kowalska zapuka do twoich drzwi, bo mąż ją bije, to nie powinieneś zamykać jej drzwi przed nosem ze słowami „to nie moja sprawa”.

Chciałabym, by jednak inni ludzie byli naszą sprawą. Chciałabym, byśmy myśleli o swojej rodzinie, znajomych sąsiadach, a nawet obcych ludziach.

(Visited 164 times, 1 visits today)
  • Kawiarnia chyba stwierdziła to samo, bo wydali oświadczenie, że cała reklama była kampanią banku mleka i promocją karmienia piersią oraz pomocy w karmieniu. Z drugiej strony – wyszło bardzo dziwnie.

    • Taa, jasne 🙂 Ale dobrze, że się wycofali z pomysłu.

    • No ja w to nie wierzę, zwłaszcza, że ich rzecznik prasowy gadał zupełnie co innego broniąc pomysłu. Co więcej bank mleka też się wypowiadał o tym pomyśle w bardzo sceptyczny sposób. Gdyby to była wspólna akcja to by jednak inaczej te wypowiedzi brzmiały.

Navigate