Język pisany językiem obcym

Kto czyta #SkoroSerceSłyszy od dłuższego czasu, na pewno pamięta, jak lotnisko Chopina kazało mi do siebie dzwonić, gdy spytałam na czym polega pomoc osobom niesłyszącym na lotnisku. Sprawa trafiła na „Kryzysy w Social mediach wybuchają w weekendy” i dopiero tam zaczęła się pewnego rodzaju burza.

Zapamiętałam szczególnie jeden komentarz – kogoś, kto bardzo nie lubił blogerów. Otóż pewien pan stwierdził, że wszystkie informacje na ten temat są do znalezienia w internecie. Z jednej strony miał rację – mogłam sobie poszukać odpowiedzi. Niemniej cieszę się, że zamiast szukać napisałam wiadomość, bo przynajmniej dowiedziałam się, jak niesympatycznego lotnisko ma rzecznika. Rzecznika, który w żaden sposób nie pomoże osobie niesłyszącej.

Wracając jednak do komentarza: Tak, jak napisałam, mogłam sobie faktycznie poszukać, ale to ja. Rzecz w tym, że dla większości osób niesłyszących język pisany jest językiem obcym, przez co wyszukanie czegokolwiek w internecie graniczy z cudem.

Nie wierzysz, że googlowanie może sprawić kłopot? To wejdź na japońską wersję i próbuj googlować w tym języku, polega to dokładnie na tym samym.

Gdy chodziłam jeszcze do szkoły, na sprawdzianach z biologii można było korzystać z podręczników i internetu. Sprawdzian składał się z dajmy na to 60 pytań: 40 zamkniętych i 20 otwartych. Mimo to, większość klasy dostawała mocno naciągane 3.

Aby poprawnie wyszukać informację trzeba rozumieć tekst, którego szukam, a – co za tym idzie – wpisać poprawne hasło, odpowiednio krótkie. Osoby niesłyszące nie rozumieją języka polskiego w taki sposób jak osoby słyszące. Źle odmieniają słowa, co znacząco utrudnia im wyszukanie interesujących informacji.

Często też nie rozumieją tego, co czytają. Nawet banalne informacje sprawiają im kłopot i tak tekst o tym, na czym polega pomoc osobom niesłyszącym, jest poza ich zasięgiem.

Dochodzimy tu do tego, o czym już pisałam, to różnica rozwiązań dla osób niesłyszących i niedosłyszących. Do mnie przemawia tekst, uwielbiam, gdy wszystko jest napisane, ale to rozwiązanie nie sprawdzi się w przypadku osób głuchych, które migają. Im potrzebny jest tłumacz języka migowego. Niestety wciąż stawia się na jedno z tych dwóch rozwiązań: albo napisy, albo tłumacz.

Tak jak większość z was nie brała dotychczas pod uwagę, że dla kogoś może być problemem domofon, czy filmy bez napisów, tak weźcie pod uwagę, że Google także może kogoś przerosnąć.

(Visited 199 times, 1 visits today)
Navigate