Jestem głuchy, czy mogę…

Każdy blog ma statystyki. Sprawdzam swoje od czasu do czasu. Albo poprawiam sobie nimi humor, albo – wręcz przeciwnie – dołuję się nimi. W statystykach poza cyferkami znajdują się też hasła z wyszukiwarki, po których ludzie trafili na mojego bloga. Blogerzy bardzo lubią te statystyki, bo można się pośmiać. Sprawdziłam swoje. Mi do śmiechu nie było.

Pomiędzy wszystkimi pytaniami „co zrobić, by tatuaż nie bolał”, a „przeszłość mojej żony” i „co zrobić gdy ona mówi zostańmy przyjaciółmi” były frazy wpisane przez osoby głuche. Były to pytania, których czytanie mnie bolało. To pytania, których nikt inny by nie zadał.

Moi głusi czytelnicy pytali o to, czy im wolno. Czy wolno im wziąć ślub? Czy wolno mieć im dzieci? Czy wolno im zakochać się? Czy wolno im planować przyszłość? Czy wolno im żyć?

Czytałam to i miałam ochotę krzyczeć: NA BOGA, OCZYWIŚCIE, ŻE TAK!

Dlaczego wy w ogóle o to pytacie? W czym jesteście gorsi? Dlaczego tak źle o sobie myślicie?

Na moje pytania szybko znalazłam odpowiedź. W liceum miałam w klasie dziewczynę, która była totalne oderwana od rzeczywistości. Nie wiem, w jakim świecie ona żyła, ale to zdecydowanie nie była ta sama planeta. Czasem śmieszyło mnie jej nierozgarnięcie, ale im lepiej ją poznawałam, tym bardziej było mi jej żal. Pamiętam do dziś jej słowa, gdy w rozmowie o przyszłości powiedziała, że ona nie będzie miała ani dzieci, ani męża, ani właściwie żadnej przyszłości, bo rodzice jej tak powiedzieli. Rodzice wmawiali jej przez wiele lat, że jako osoba niesłysząca nie ma prawa do miłości, związków, samodzielności, życia rodzinnego. Ułożyli jej już przyszłość – będzie całe życie mieszkać z nimi, bo sama sobie nie poradzi.

Zakładam, że Ci rodzice nie mieli złych intencji. Bali się głuchoty swojej córki, bali się o nią. Chcieli ją chronić. Mi także wielokrotnie podcinano skrzydła z troski o mnie. Rzecz w tym, że ja sobie z tym poradziłam. Nie sama. Spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy we mnie uwerzyli, pomogli mi.

Pytania tych ludzi wzięły się z braku wiary w nich, przede wszystkim ze strony osób im najbliższych. Z braku wsparcia. Traktowani od dziecka jako ludzie gorszej kategorii dziś zadają takie pytania. Pytania, które nigdy nie powinny paść.

Niesłyszący kolego, głucha koleżanko – MOŻESZ! Możesz kochać, być kochanym, zwiedzać świat, pracować, wychowywać dzieci, imprezować, mieć przyjaciół. Możesz i nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej.

Jesteś pełnoprawnym człowiekiem. Nie pozwól, by niedosłuch definiował, kim jesteś. Nie słyszysz. Ja też. Wkurza mnie to, jest upierdliwe, utrudnia milion rzeczy, ale, jeśli spytasz mnie, kim jestem, to powiem Ci, że kobietą, człowiekiem, żoną, matką. Niedosłuch niewiele ma wspólnego z tym, kim jestem. Ma oczywiście wpływ na to, jaka jestem, a często jestem z jego powodu rozgoryczona, ale nie pozwalam, by to było we mnie najważniejsze, by ludzie widzieli we mnie tylko wadę słuchu, by to przez niepełnosprawność słuchową mnie określali.

Ktoś kiedyś powiedział, że z osobami z niepełnosprawnością jest jak z żółtym serem – wszyscy widzą dziury, a nie ser. To nie chodzi o to, by nie widzieć tych dziur. Ale same dziury nie są jeszcze żółtym serem.

Chciałabym, naprawdę z całego serca chciałabym, byś uwierzył w siebie. Byś wiedział, że świat w takim samym stopniu należy do Ciebie, jak do osób słyszących. Wiem, że jest ci trudniej, że wielu rzeczy nie możesz, ale możesz i masz prawo do ludzkich uczuć i zachowań. Nie pytaj, czy wolno Ci być człowiekiem. Nie pytaj, czy wolno Ci żyć.

(Visited 462 times, 1 visits today)
  • <3

  • Olga Ga

    Bardzo ładnie Magdaleno napisałaś. Masz rację, mamy prawo do życia i szczęścia. Trzeba tylko w siebie wierzyć.
    Mogę przyznać, że jako osobie niesłysząca udało mi się szczęście osiągnąć i ciesze się nim. choć czasem cholernie trudno się pogodzić z tym niedosluchem.
    Pozdrawiam

Navigate