Jak żołnierz po wojnie

Obiektywnie rzecz biorąc mam dobre życie. Mam kochającego męża, fajne, zdrowe dzieci, mam firmę, która coraz lepiej się rozwija, mam zajęcie, które bardzo lubię, mieszkanie, które staje się coraz ładniejsze. Mam dobre życie.

Kiedy żyjesz takim życiem, to nie wypada być smutnym. Nie wypada narzekać. Ja poszłam jednak krok dalej – przestałam być szczęśliwa.

Próbowałam codziennie uśmiechać się, wziąć się garść i zabić wyrzuty sumienia, które przyszły na miejsce szczęścia. Jak mogłam czuć się źle w takim życiu? Wszystko, co było złe, już minęło, teraz przyszedł czas na radość. Ja tę radość gdzieś zgubiłam. Nie wiem kiedy, nie wiem gdzie.

W pewnym momencie wstanie rano z łóżka było ponad moje siły. Siedziałam godzinami tępo gapiąc się w telewizor. Olałam pracę i obowiązki domowe. Ból takiego istnienia zaczęłam odczuwać fizycznie.

– A może by to zakończyć? – myśl, która mnie otrzeźwiła. Myśl, która popchnęła mnie do szukania pomocy. Najpierw we własnym domu, później u specjalistów.

– Jesteś jak żołnierz po wojnie – powiedział mi mąż, gdy w końcu znalazłam odwagę, by mu powiedzieć, poprosić o pomoc – żołnierz nie wpada w depresję lub alkoholizm w czasie wojny, bo adrenalina i chęć przetrwania mu na to nie pozwalają, ale gdy wojna się kończy i on może już odetchnąć, odpocząć, to właśnie wtedy przeżycia z czasów wojny dają się we znaki.

Słowa mojego męża potwierdził lekarz – Pani mąż ma racje, z Pani po prostu ulało się, stąd depresja.

Od ponad dziesięciu lat słucham, jaka jestem dzielna, silna, jak to mnie jeden z drugim podziwia, jak to sam na moim miejscu załamałby się, jaka to jestem niesamowita, pozytywna. Rzecz w tym, że nie ma nic bohaterskiego w nowotworze, niedosłuchu i rozwodzie. Nie ma w tym nic, za co można byłoby mnie podziwiać. Za to dziś czuję się, jakbym tych wszystkich ludzi oszukała. Nie jestem ani dzielna, ani silna.

„Nic po Tobie nie widać, „naprawdę, Ty i depresja?”, „Nie pomyślałabym”, „Przecież, Ty jesteś taka pozytywna, może to chwilowe?” – zdania, które usłyszałam od tych nielicznych, którym się przyznałam. Szok i niedowierzanie, no, bo jak to ja? Ja, ta, która tyle już przeszła i nic jej nie było. Otóż było, było cały czas, tylko czekało, aż w końcu przestanę walczyć, odpuszczę.

Teraz znów muszę walczyć sama ze sobą. Na szczęście jestem już w tej walce wprawiona.

(Visited 1 157 times, 1 visits today)
Navigate