Jak słyszało Blog Update

Przy okazji relacji z warsztatów w Soho Factory, w ramach cyklu #SkoroSerceSłyszy, pisałam, że nie chcę się już chować. Pisałam, że chcę przekroczyć swoje granice i wyjść do ludzi. Za tymi słowami musiały iść czyny. Bardzo chciałam iść na jakąś blogerską imprezę.

Nadarzyła się okazja, gdy platforma blox.pl zorganizowała konferencję „Blog Update – Bloger Profesjonalny”. Całkowicie po czasie, spontanicznie, w ostatnim dniu zapisów wysłałam e-mail ze swoim zgłoszeniem na listę rezerwową. Udało się i w sobotę byłam uczestniczką swojej pierwszej konferencji dla blogerów.

Dzisiaj chcę wam przedstawić relację z Blog Update, opisać, jak sobie poradziłam i zastanowić się, czy takie imprezy w ogóle są przystosowane do osób niedosłyszących.  Nie będę wam zdawać typowej relacji, skoncentruję się na tym, na czym skupia się #SkoroSerceSłyszy.

Pierwszy wykład miał Bartosz Idzikowski, a mówić miał o tym, czym jest blog profesjonalny. Wyszedł więc na scenę chłop w fajnej bluzie, chwycił za mikrofon i zaczął swoją prezentację. Poległam na dzień dobry, bo Bartek robił dokładnie to, co robi większość osób mówiących przez mikrofon: zakrywał sobie nim usta. Na szczęście mikrofon coś szwankował i szybko mu go zabrano, a tym samym dla mnie zaczął się wykład, bo od tego momentu słyszałam prawie każde słowo. Prawie, gdyż były chwile, w których mówił za szybko, lub zasłaniał usta dłonią. Poza tym jednak muszę przyznać, że słyszałam większość i wiem, o czym była prezentacja.

To, co jednak dodatkowo mi przeszkadzało w tej prezentacji, to cała masa spóźnialskich. Każde otworzenie drzwi i wchodząca osoba wybijała mnie z rytmu. Siedziałam w pierwszym rzędzie, dlatego większość tych osób przechodziła przede mną i to mi naprawdę przeszkadzało.

Drugą prelekcję, której tematem były narzędzia blogera, prowadził Mariusz Kędziora. Szczerze przyznam, że nie słyszałam ani słowa, jednak miał tak szczegółową prezentację, że i bez tego rozumiałam, o co chodzi. Przynajmniej tak mniej więcej.

Prezentacja prowadzona przez Agnieszkę Durską i Dawida Szkiełka teoretycznie nie była kierowana do mnie, bo mam własną domenę, a oni mówili o profesjonalnym blogowaniu na platformie Blox.pl. Mimo to brawa dla nich ode mnie, bo świetnie ich rozumiałam. Stali w jednym miejscu, mówili wyraźnie, nie zasłaniali ust, nie wchodzili sobie w słowo, no, po prostu bajka. Gdyby wszystkie prezentacje były prowadzone w ten sposób, byłabym zachwycona.

Niestety, ponoć najciekawsza prezentacja pozostała dla mnie tajemnicą. O poczuciu niedoskonałości mówił Artur Jabłoński. Zapewne była to bardzo dobra prezentacja trafiająca do wszystkich na auli, poza mną. Artur chodził szybko po scenie, chwilami mówił wszędzie tylko nie do widowni, a słowa wypluwał z siebie jak z kałasza. Poległam. Mimo najszczerszych chęci nie byłam w stanie zrozumieć  ani jednego słowa.

Po wykładach przyszedł czas na panel dyskusyjny. Niestety i ta część nie jest dla mnie. Janek ze Stay Fly, którego poznałam w przerwie na kawę i o to poprosiłam, jako jedyny nie zasłaniał sobie ust mikrofonem. Jednak to nie wystarczyło, bym cokolwiek zrozumiała, bo nie słyszałam pozostałych trzech osób i prowadzącego, którzy zasłaniali usta nagminnie. Jeśli chodzi o panel, to osoba niedosłysząca nie ma po prostu szans. No, trudno.

Później były warsztaty. Zmęczona skupianiem się na tym, co było w prezentacjach, zdecydowałam się tylko na jeden warsztat – o wizerunku w sieci. Szczerze mówiąc i to miałam sobie odpuścić, ale pod wpływem impulsu poszłam. Powiem wam, że bałam się. Na warsztatach jednak oczekuje się od uczestników aktywności i naprawdę bałam się, że nie dam sobie rady. Musiałam jednak iść – dla was, by napisać tę relację oraz dla siebie, by pokonać własne ograniczenia.

Warsztat odbywał się w małym, zamkniętym pokoju, co było dla mnie plusem. Jednak większym plusem była dla mnie prowadząca warsztaty – Anita Kijanka. Na dzień dobry poinformowałam ją o moim niedosłuchu, by mogła mi powiedzieć „sorry, to nie dla Ciebie” lub dostosować swoją mowę do mnie. Wybrała to drugie. Warsztaty się zaczęły.

Te warsztaty to było coś. Czułam się tam naprawdę dobrze. Brałam udział w dyskusjach. Wiedziałam, o co chodzi. Nikt mnie nie wyśmiał, nie wykluczył. Wyszłam z nich z poczuciem, że mogę wszystko. Chociaż nie były to warsztaty motywacyjne, to jednak na mnie motywacyjnie podziałały, dodały mi siły.

To, do czego zabrakło mi odwagi, to integracja. W przerwie kawowej, a później obiadowej nie miałam odwagi zawierać  znajomości. Strach niestety wygrał. Moje podboje towarzyskie skończyły się na krótkiej rozmowie z Jankiem i Marcinem, którego poznałam już wcześniej na pikniku BFWawa.

Podsumowując: Uważam, że jak najbardziej powinnam chodzić na wszystkie warsztaty, na jakie tylko zechcę. Mam taką cichą nadzieje, że następnym razem uda mi się pojawić na czymś większym. Może Blog Forum Gdańsk? Tego jeszcze nie wiem. Nie zamierzam też zamykać się w samym blogowaniu.  Nadal nie jest mi łatwo, nadal się boję, ale każdy mój udział w różnych warsztatach, spotkaniach, konferencjach umacnia mnie w przekonaniu, że mogę więcej, że niedosłuch ogranicza mój świat tylko minimalnie.

(Visited 122 times, 1 visits today)
Navigate