Jak dają to się bierze

Wiecie jaki jest pierwszy objaw zbliżających się świąt? Czerwona ciężarówka Coca-Coli i nieśmiertelne „Coraz bliżej święta”. Dopiero na drugim miejscu jest Last Christmas puszczane w kółko w radiu.

Ciężarówka Coca-Coli zakorzeniła się w kulturze świąt tak mocno, że można ją postawić obok takich tradycji jak ubieranie choinki i „Kevin sam w domu” w Wigilię. Od pewnego czasu ta ciężarówka w okresie przedświątecznym zwiedza poszczególne miasta Polski, abyśmy poczuli się tak magicznie, jak ów chłopiec w legendarnej świątecznej reklamie. W ramach promocji można wtedy otrzymać darmową Colę. Nic nowego, na starówce w Warszawie ostatnio Małe Głody rozdawały Danio.

Nie zawracałabym sobie głowy darmową Colą, gdyby nie pewna rzecz, która od lat jest dla mnie niepojęta.

Trzy dni temu ciężarówka Coca-Coli była w moim rodzinnym mieście, a ponieważ śledzę kilka fanpage’y o nim, to dotarła do mnie relacja z wizyty ciężarówek pełnych słodkiego napoju, a także zdjęcie kolejki ciągnącej się przez praktycznie cały rynek, do stoiska, przy którym rozdawali ów gazowany smakołyk. Rynek w Kaliszu wcale nie jest taki mały…

Nie rozumiem i pewnie już nigdy nie zrozumiem sensu ustawiania się w kilkukilometrowych kolejkach po puszkę Coli tylko dlatego, że jest za darmo.

To dotyczy wszystkiego, co jest za darmo. Kiedyś, w tym samym mieście, rozdawano za darmo lody. Firma, jeszcze wtedy Augusto, próbowała pobić rekord Guinnesa produkując największe lody na świecie. Następnie te lody rozdawali. Ludzie, w 30 stopniowym upale pchali się do sceny, z wiaderkami w ręce, tylko po to, by dostać trochę darmowych, roztopionych lodów. Relację z tego oglądałam w telewizji, siedząc w domu i jedząc lody, które kupił mój tata w pobliskim sklepie.

Ludzie przepychają się w tych kolejkach, czasem długie godziny, zapominając, że czas to pieniądz.  Hasło „za darmo” przyćmiewa im wszystko inne i nie zwracają uwagi, że zmarnowali kilka godzin, by zdobyć puszkę Coli o wartości 1,70 zł, którą mogli kupić w 2 minuty w pobliskim sklepie.

Cenię sobie wygodę. Jeśli mogę zapłacić tylko za to, że ułatwię sobie życie, to to robię. Tak np. zapłaciłam dwa razy więcej za bilet na kolejkę na Gubałówkę, tylko dlatego, że miałam gwarancję ominięcia kilometrowej kolejki. Tak jak zakupy spożywcze robię online, dopłacając tym samym za transport, tylko dlatego, że ominę kolejki i mam zakupy wniesione do domu.  Jeśli mam zapłacić więcej tylko dlatego, że zdobędę coś w spokoju – zapłacę. Mój komfort jest dla mnie zdecydowanie ważniejszy i droższy niż to, co zaoszczędzę bijąc się w kolejkach.

Pamiętacie wyścig po darmowe hamburgery, w którym ku uciesze mas obdarto z godności pewnego pana? Nie potrafił podnieść się na schodach ruchomych. Moja godność i szacunek do samej siebie zdecydowanie przewyższają cenę tego burgera. Ciekawe, czy ten pan, startując w wyścigu po hamburgery, zdawał sobie sprawę, że będzie pośmiewiskiem całego kraju?

Czy naprawdę oddanie swojej godności jest warte gratisu?

Nie spotkasz mnie na otwarciach galerii, premierach hitów filmowych, wielkich wyprzedażach, bo szanuję siebie i swój czas, a świat niejednokrotnie udowodnił, że stając do walki o gratisy płacę cenę zdecydowanie wyższą niż polskie złote.

(Visited 195 times, 1 visits today)
Navigate