Jak dać dobry przykład złym zachowaniem

Moje dzieci chodzą już same na plac zabaw albo bawić się gdzieś w krzakach na osiedlu. Któregoś dnia przy okazji wieczornego spaceru z psem poszłam zgarnąć młodzież z placu zabaw, a tam napadła na mnie pewna mama.

Według niej Młody Starszy skopał jej syna, syn teraz płacze, Młody Starszy ma przeprosić. Nie ma opcji. Nikt nie widział co tak naprawdę się stało, miałyśmy tylko wersję jednego dziecka. Zakładam, że reszta dzieci miałaby swoje wersje.

Tłumaczyłam zatem, że nie będę się wtrącać w kłótnie dzieci. Skoro są na tyle duże by bawić się bez opieki rodziców to są i na tyle duże by rozwiązać swoje spory. Skoro potrafili się pokłócić, to potrafią się też pogodzić. Pani podniosła głos, ja podniosłam głos, na to wtrąciła się kolejna mama, tłumacząc, że ona tu była od samego początku i w sumie to wszystkie dzieci się pobiły, a później wszystkie pogodziły poza płaczącym synem mamy nr 1, który poszedł na skargę. Mama nieprzekonana nie odpuszczała. Kłótnia dzieci zamieniła się w kłótnię dorosłych.

Na drugi dzień po tym zdarzeniu czekałam na Młodego Starszego pod szkołą, gdy nagle usłyszałam – przepraszam Panią – odwróciłam się, a tu mama, która dzień wcześniej mnie napadła. Westchnęłam ciężko, wstałam i postanowiłam się oddalić, by znów nie wdać się w kłótnię.

Mama była nieugięta, goniła mnie, dopadła jak wcześniej: „Proszę Pani, ja chciałam Panią za wczoraj przeprosić”. Zamrugałam kilka razy i odpowiedziałam: „Ja też”. Pogadałyśmy jeszcze chwilę i rozstałyśmy się w zgodzie i dobrych humorach.

Kłóciłyśmy się przy dzieciach. Godziłyśmy się przy dzieciach. Syn tej mamy najpierw widział ją w natarciu, ale później widział, jak dostrzega swój błąd, wycofuje się z niego, przeprasza. Mój syn widział jak ponoszą mnie nerwy, ale także – że potrafię z się z tego wycofać, przyjąć przeprosiny, nie chować urazy i sama przeprosić.

Kłóciłyśmy się, bo każda chroniła swoje dziecko. Jesteśmy matkami, to normalne. Godziłyśmy się także ze względu na nasze dzieci. Ta mama w rozmowie wyjawiła mi wprost, że jej syn w domu przyznał się do swojego udziału w bójce. Po tej awanturze bał się, że Młody Starszy więcej na plac zabaw nie przyjdzie, bo mu nie pozwolę. Od samego początku działo się to, co próbowałam przekazać tej mamie – oni się pokłócili, ale się lubią. Ta mama musiała dowiedzieć się tego od swojego syna i przejąć na siebie jego lęk przed stratą kolegi, by zrozumieć, że nie miała racji.

Na trzeźwo, wolna bez emocji rozumiem tę mamę. Jej dziecko płakało, mówiło, że ktoś go pobił, jej naturalnym odruchem była więc chęć obrony. Warto jednak, jak widać, taki odruch w sobie pohamować. Dobrze jest umieć odciąć się od kłótni dzieci – pisałam o tym tu i tu. Ta sytuacja pokazała, że ostatecznie i tak wszyscy się pogodzą, dzieci się lubią. Musimy się uodpornić na takie skargi, bo takich kłótni będzie mnóstwo. Przypomnij sobie swoje dzieciństwo, a zauważysz, że w tej kwestii nic się nie zmieniło.

Zaufajmy swoim dzieciom – są mądrzejsze niż nam się wydaje. Nie zawsze warto reagować na skargę, bo później może być tak jak w mojej historii – nie tylko dzieci będą się godzić.

(Visited 855 times, 1 visits today)
Navigate