Ja sam!

– Mamo, czy mogę iść w poniedziałek sam do sklepu z Lego? – zagadał mnie Młody Starszy.
– Daj mi się zastanowić, dobrze? – odpowiedziałam.
– Dobrze, ale, mamo, ja sobie poradzę. Wiem, jak przejść na drugą stronę i jak trafić do sklepu. – syn dalej mnie przekonywał.
– Jasne, ale muszę pogadać z tatą i wtedy dam Ci odpowiedź.

W poniedziałek mój 8-letni syn poszedł do sklepu kupić sobie upatrzony zestaw Lego. Poszedł sam. Sklep nie jest daleko, a droga do niego jest bardzo prosta, ale jednak było to odejście od domu znacznie dalej niż do tej pory.

– Młody Starszy, będziesz w tym roku sam chodził do szkoły? – zapytałam syna pod koniec wakacji.
– Nie wiem – zawahał się – trochę boję się przejścia dla pieszych.
– Tam jest teraz sygnalizacja świetlna, wystarczy, że będziesz zawsze przechodził na zielonym świetle.
– W takim razie spróbuję.

Spróbował już w pierwszy dzień szkoły. Gdy spytałam jak było, odpowiedział swoim ulubionym powiedzonkiem – „to była bułka z masłem”. Od tamtej pory nie życzy sobie, by go odprowadzać, a gdy raz zdarzyło się, że musiałam, był bardzo niepocieszony. Na tej samej zasadzie oświadczył, że spróbuje samodzielnie wrócić po lekcjach do domu. Martwił się tylko tym, ze nie będzie wiedział, kiedy jest koniec lekcji, ale i z tym bez problemu sobie poradził.

To, co łączy te dwie historie, to gotowość mojego dziecka do samodzielności. Gotowość, którą on sam w sobie poczuł. W historii pierwszej był całkowicie pewny siebie, tego, że sobie poradzi i jest gotowy na zapuszczenie się trochę dalej od domu. Gdybym nie zgodziła się na to wyjście do sklepu, używając argumentu „jesteś za mały”, zabiłabym w nim tę pewność siebie. Tymczasem syn wrócił dumny jak paw, że sam poszedł i sam kupił Lego za własne, uzbierane pieniądze.

W sytuacji drugiej syn był niepewny, a ja tę niepewność musiałam uszanować. Gdyby powiedział, że nie chce chodzić do szkoły sam i chce być z niej odbierany, robiłabym to tak jak do tej pory. Wiedziałam jednak, że syn bał się przejścia bez sygnalizacji. Nie okłamujmy się: sama bałam się i gdyby jej nie zrobili, nie puściłabym go samego do szkoły. W tej kwestii byliśmy zgodni: ja nie byłam gotowa i on też nie.

Jako rodzice często uważamy, że wiemy lepiej. Jesteśmy dorośli, a więc wiemy. Sami decydujemy, kiedy nasze dziecko jest na coś gotowe, a kiedy nie. Nierzadko stawiamy przy tym dziecko w sytuacjach dla niego stresujących, bo nie czuje się na nie gotowe. Jednak znacznie częściej zabraniamy. Zabraniamy, bo się boimy, bo to my nie jesteśmy gotowi. Stresowało mnie wyjście syna po Lego, ale postanowiłam mu zaufać. Jako rodzic mogłam co najwyżej uzbroić go w czujność i podstawowe zasady bezpieczeństwa: przechodzimy na zielonym, nie idziemy nigdzie z obcymi, pilnujemy portfela, itd.

To nie tak, ze uważam, ze każdy ośmiolatek może sam wychodzić z domu. Dzieci są różne. Sami je najlepiej znamy. Jedno sobie poradzi i można mu zaufać, innemu nie. Chodzi mi tylko o to, byśmy wysłuchali dziecka i zaufali mu, gdy mówi, że jest gotowe lub w drugą stronę – nie zmuszali do czegoś, gdy mówi, że gotowe nie jest.

(Visited 2 619 times, 1 visits today)
Navigate