Idol mojego dzieciństwa

Mieliście jako dziecko swojego idola? Może piosenkarza, do którego wzdychałyście. Może aktorkę, do której próbowałyście się upodobnić. Może gitarzystę, który był waszą motywacją? Ja miałam. Mój idol był sportowcem, dobrym, człowiekiem, moją siostrą.

Jest ode mnie 10 lat starsza. Zawsze wydawała mi się większa, silniejsza, mądrzejsza, dorosła. Zawsze ją lubiłam, choć ona pewnie nie zawsze mnie. W końcu byłam młodszym rodzeństwem, upierdliwa jak wrzód na tyłku. Byłam zapatrzona w nią jak w obrazek, była dla mnie wzorem, chciałam być taka jak ona.

Trenowała lekkoatletykę, biegała, na krótszych i dłuższych dystansach. Pamiętam jak mama zabrała mnie na jej zawody. Miałam kilka lat, może 4. Krzyczałam co sił w płucach z trybun, by ją dopingować. Skakałam po ławkach krzycząc „Ania! Ania!”. Zajęła miejsce na podium, a ja mówiłam pełna dumy całkowicie przypadkowym ludziom, że to moja siostra.

Bawiłam się na podwórku z kolegami, gdy wróciła z zawodów. Od razu spytałam, jak jej poszło. Nie chciała powiedzieć. Biegła do domu, a ja za nią. Zajęła pierwsze miejsce w jakimś trudnym biegu, bodajże przełajowym, niech mi wybaczy, jeśli źle zapamiętałam. W albumie rodzinnym jest takie zdjęcie gdy stoi w pucharem, obok niej mama, ciocie, a ona promienieje z radości. Stałam wtedy z boku, patrzyłam na nią i puchłam z dumy. Pewnie nawet o tym nie wie, bo i wtedy byłam tylko dzieciakiem, wciąż upierdliwa kilkulatką. Za to ja pamiętam bardzo dobrze dumę i szczęście, jakie wtedy czułam. Chciałam być jak ona.

Ponieważ trenowała, to i jadła za pięciu. Gdy babcia robiła pyzy, potrafiła zjeść ich ze 20. Zawsze chciałam ją w tym pokonać, zjeść choć jedną więcej. Kiedyś mi się udało. Cały dzień nie mogłam się ruszyć z przejedzenia.

Pamiętam jak dziś, gdy rodzice wyszli i zostawili mnie i moją siostrę bliźniaczkę pod opieką starszych sióstr. Było po północy, a tylko my dwie nie spałyśmy. Miałam wtedy 5 może 6 lat. Zrobiła nam o tej absurdalnej porze frytki z majonezem, a później leżałam przytulona do niej i oglądałam Frediego Krugera. Na strasznych momentach wtulałam się w nią.

Czasem odwiedzała mnie na onkologii. Uwielbiałam, gdy przyjeżdżała. Rozśmieszała mnie do łez. Śmiałam się tak głośno, że pielęgniarki przychodziły sprawdzić, co się dzieje. Tak samo było, gdy wracałam do domu na przepustki. Zawsze znalazła dla mnie czas. Gdy skończyłam leczenie i byłam okropnie zagubiona, ona jak nikt inny mnie rozumiała. Zawsze mogłam do niej przyjść, porozmawiać z nią, wyżalić się. Gdyby nie ona, nie miałabym wtedy nikogo. Nigdy mnie nie oceniała, zawsze wspierała.

Często razem spałyśmy, a przed snem oglądałyśmy filmy. Wspólne oglądanie filmów zostało nam do dziś. Zawsze, gdy do mnie przyjeżdża, oglądamy razem thrillery albo horrory. Potrafimy tak cały dzień.

Minęło wiele lat. Uporałam się z wieloma rzeczami. Dorosłam. Założyłam rodzinę, usamodzielniłam się. Jedno się nie zmieniło. Moja najstarsza siostra wciąż jest moją największą idolką. Wciąż podziwiam ją tak samo mocno. Wciąż patrzę na nią tak samo jak wtedy, gdy stałam na trybunach, jak wtedy, gdy przyniosła do domu puchar.

(Visited 307 times, 1 visits today)
Navigate