I z czego się cieszysz

W zeszłym roku brałam ślub. Ze swoim czytelnikami jestem zżyta, dlatego wrzuciłam swoje zdjęcie wykonane 10 minut przed ceremonią. Pośród setek komentarzy z gratulacjami i życzeniem szczęścia na nowej drodze życia pojawiły się między innymi komentarze o treści: „widziałam ładniejsze panny młode”, „no i co z tego, że wzięliście ślub, to tylko pokazówka”, „gdybyście się naprawdę kochali, to ślub nie byłby wam potrzebny”.

Jakiś czas temu Kasia Czajka, czyli Zwierz popkulturalny, zaręczyła się. Nawet ma już suknię ślubną, czyli można przyjąć, że organizacja ślubu idzie pełną parą. Kasia ma natomiast niecodzienny pierścionek zaręczynowy, bo z meteorytu. Nic dziwnego, że postanowiła się nim pochwalić. Część komentujących napisała wprost, że jej pierścionek jest brzydki. Wiadomo, powinien być diament.

Niedawno obchodziłam pierwszą rocznicę ślubu. Pomijam już, że dowiedziałam się o sobie z tej okazji, że jestem rozwódką-neofitką. Otóż część ludzi uznała, że trzeba mi ten dzień obrzydzić. Co się będę cieszyć. Jakim prawem jestem szczęśliwa? Mój mąż napisał na swoim blogu ładny tekst z okazji naszej rocznicy. Ubrał go w poradnik, ale już na samym początku tekstu zaserwował ironię, która podpowiada, by mieć do tekstu dystans. Ogólnie: cały tekst jest ukłonem w moją stronę. Prezentem z okazji naszego święta. Jednakże znalazł się on na blogu, można więc było go skomentować. Co więcej, mąż postanowił podzielić się naszym szczęściem na stronie Mądrzy Rodzice. Zamiast łączenia się w szczęściu pojawił się hejt. Ogólne przesłanie było takie, że gówno wiemy o związkach, bo za krótko ze sobą jesteśmy, a w domyśle zostawione „i tak się rozstaniecie/będziecie nieszczęśliwi”.

Rocznicy żadne komentarze nie były w stanie mi popsuć. Przeżywałam ją bardziej niż ślub. Jednak zaobserwowałam zjawisko, które w naszym kraju nikogo raczej nie dziwi: nie tylko nie umiemy cieszyć się ze szczęścia innych, ale i próbujemy im to szczęście zepsuć.

Gdy podzieliłam się tymi spostrzeżeniami, jedna osoba napisała mi, że to dlatego, że ludzie uważają szczęście za towar deficytowy i to nie przystoi rzucać swoim szczęściem innym w twarz. No, ogólnie nieelegancko i jakim prawem. Bezczelny taki, ośmiela się być szczęśliwym.

Zwierz chwali się zaręczynami – zhejtujmy jej pierścionek. Ja się cieszę ślubem – skrytykujmy wygląd. Cieszę się rocznicą – zasugerujmy, że i tak się rozstanę.

Jest mi przykro. Tak zwyczajnie, po ludzku przykro. Jakim trzeba być człowiekiem, by niszczyć szczęście innych ludzi? Cieszenia się cudzym szczęściem nie wymagam, ale po co je niszczyć?

Szczęście nie jest towarem deficytowym ani takim tylko dla wybranych. Szczęście jest w nas. Nie lubię gadek coachów, ale to akurat prawda. Rany, ludzie, przeżyłam chorobę nowotworową, mam niedosłuch, byłam ofiarą przemocy, a jednak wciąż uważam, że nie tylko mam szczęście w życiu, ale i na nie zasługuję. Jak widać, nie mam tego szczęścia w życiu jakoś przeraźliwie dużo, raczej większość ludzi powiedziałaby, ze mam pecha. Ja po prostu odnajduję je w tym, co mam. Dlatego, gdy kolejna osoba chwali się swoim szczęściem, jedyne, co mogę jej przekazać, to gratulacje. Wtedy i ja jestem szczęśliwsza.

Zamiast obrażać się na ludzi, którym się w życiu układa, lepiej z ich szczęściach skorzystać. Zamiast sączyć jad – pogratulować. Zamiast niszczyć – budować. To wraca.

(Visited 477 times, 1 visits today)
Navigate