Historia mojego sylwestra

Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego Sylwestra obchodzi się tak hucznie. Dlaczego wydaje się majątek na sylwestrowe bale, a sylwestrowe kreacje mogą stanąć w szeregu z najpiękniejszymi (i najdroższymi) sukniami ślubnymi? Nie mam nic przeciwko takiemu żegnaniu starego roku. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się to nawet miłe, ale nadal nie rozumiem i sama nie czuję potrzeby hucznej zabawy 31 grudnia.

Jestem święcie przekonana, że na mój stosunek do sylwestra ma wpływ to, jak go przez większość mojego życia obchodziłam. A obchodziłam mniej więcej tak:

593b75d6d8fb

Na pierwszą imprezę sylwestrową poszłam w wieku 13 lat, do koleżanki, która mnie nie lubiła, ale z jakiegoś powodu zaprosiła. Były na nim same dziewczyny z klasy. Miałyśmy nawet szampana, którego najodważniejsza z nas, kupiła w osiedlowym sklepie. Z tego sylwestra pamiętam też, że pożyczyłam  od starszej siostry torebkę, by poczuć się dojrzalej. Podziałało. Jaka ja się wtedy czułam dorosła!

Kolejny Sylwester, który pamiętam, odbył się w szpitalu. Oglądałam Desperatki, dopóki na 10 sekund przed północą mi ich nie przerwano odliczaniem. Nie skończyłam ich oglądać, bo zadzwoniła do mnie najstarsza siostra. Jak ja ją wtedy kochałam i kocham nadal, tak dla jasności. Siedziałam z telefonem przy uchu i obserwowałam przez okno fajerwerki.

Tutaj mam przebłyski: sylwester u niepełnoletniego sąsiada, zostawienie mnie przez chłopaka, bo był wściekły, że nikt go nigdzie nie zaprosił i musi siedzieć ze mną, zaręczyny siostry w Krakowie, na które mama zabrała mnie z litości. Przyjmuję, że w każdy kolejny siedziałam w domu i jadłam bigos zrobiony przez mamę.  Nawet jeśli działo się coś innego, to nie była to impreza sylwestrowa.

W końcu w roku 2013 doczekałam się poważnej imprezy sylwestrowej. Takiej z alkoholem, muzyką i znajomymi. Poważna domówka na dużą skalę. To była naprawdę dobra domówka. Polubiłam wtedy jeść tatar i to jest najlepsze, co z tego sylwestra wyniosłam.

Jestem święcie przekonana, że nigdy nie zapomnę zeszłorocznego sylwestra. Spędzałam go z mężem, który jeszcze wtedy mężem nie był i… jego byłą. Uwierzcie, że to wcale nie był taki zły sylwester. Co prawda wódkę, którą na niego przywiozłam, zdążyłam wypić z tą samą byłą kilka dni wcześniej, ale za to zostało nam wino. Widocznie musiałyśmy pić, by się wzajemnie znosić.

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, mam prawo do sylwestra szczególnej wagi nie przywiązywać i nauczyć się go nie obchodzić. Przyjęłam do wiadomości, że nie dla mnie bale i imprezy do białego rana. Zamierzam dzisiejszy wieczór spędzić z dziećmi i mężem. Nie odczuwam z tego powodu żalu. Nie czuję bym coś traciła. Miałam czas, by się przyzwyczaić.

A wy macie jakieś ciekawe sylwestrowe historie? Może poszliście do klubu dla swingersów, gdzie spotkaliście swoją babcię, ale coś równie szalonego?

 

(Visited 335 times, 1 visits today)
Navigate