Gdy miłość dzielą kilometry

Gdy dwoje ludzi żyje razem,

to jest im łatwiej, bo są razem,

i jest im trudniej, bo są razem.

M. Chmielewska

Niby norma: poznaliście się, zakochaliście, a teraz chcecie być ze sobą. Motyle radośnie wam fruwają w brzuchu, nie możecie spać, jeść, żyjecie miłością. Jest tylko jeden problem. Dzielą was kilometry, dużo kilometrów.

W dobie portali społecznościowych, na których można poznać ludzi z całego świata, związki na odległość są coraz częstszym zjawiskiem. O ile jeszcze 10 lat temu przyznanie się, że poznało się przez internet, wydawało się strasznym przypałem, to dziś nikogo to już nie dziwi. Sama swojego męża poznałam na Facebooku.

Związek na odległość to zawsze jest obawa. Życzliwi ludzie tylko ją wzmagają, siejąc w Tobie niepewność w imię Twojego dobra. Wiadomo, facet musi się wyszaleć, ma swoje potrzeby, pewnie kogoś tam u siebie ma, a ona wcale nie jest lepsza, wszak kobiety pragną by poświęcać im uwagę, przytulać, komplementować. Z tego wszystkiego pojawia się odwieczne pytanie:

Czy związek na odległość ma sens?

Ma, jest tylko jedno ale…

Kiedyś znajomy, którego poznałam przez internet, powiedział mi, że znajomości wirtualne są złe, o ile na zawsze pozostają wirtualne. To samo jest ze związkiem na odległość. Ma on sens, o ile będzie się dążyło do tego, by tę odległość zredukować do dwóch pokoi w jednym mieszkaniu. Mówiąc prościej, związek na odległość w pewnym momencie musi przestać być na odległość, musi zacząć być po prostu związkiem.

Związek na odległość jest trudny. Pierwsza faza zakochania kiedyś mija i wtedy już nie ma tego wrażenia, że możemy wszystko, pokonamy wszystkie przeciwności. Pojawia się tęsknota za ukochanym, ale i za zwykłym związkiem, w którym mamy ukochana osobę przy sobie.

W moim związku z mężem, w czasie, gdy jeździłam do niego raz w miesiącu na kilka dni, wielokrotnie dopadało mnie zrezygnowanie. Byłam zmęczona ciągłymi rozmowami na Facebooku, brakiem jego bliskości i tęsknotą. Pojawiała się wtedy złość na niego, na siebie, na życie. Nasilało się to w takich momentach jak święta, rocznice, urodziny. Byłam zła na niego za to, że nie ma go przy mnie w ważnych chwilach. Wielokrotnie pojawiało się zwątpienie w sens tego związku.

Aby przetrwać to wszystko trzeba mieć w sobie wiele siły i wiary. Przede wszystkim jednak trzeba się kochać, tak z całego serca. Jeśli będzie miłość, to pojawi się i siła. Dla miłości kilometry nic nie znaczą.

(Visited 373 times, 1 visits today)
  • Sama jestem w związku na odległość… Spędzamy ze sobą jeden weekend w miesiącu i bywa ciężko, zwłaszcza, że najwcześniej za dwa lata będzie szansa na to, aby zamieszkać w jednym mieście. Mamy jedna o tyle łatwiej, że znamy się jeszcze ze szkoły.

    • Wiesz, ja stawiałam, że najwczesniej po 5 latach z moim mężem zamieszkam, a minał nieco ponad rok, a ja mam obrączkę na palcu 🙂
      Wytrwałości wam życzę 🙂

  • Nigdy w życiu nie byłam w związku na odległość i szczerze podziwiam każdego, kto się na coś takiego decyduje. Tzn podziwiam tych, którzy na siebie „czekają” i tak jak napisałaś – dążą do zmniejszenia tej odległości. Nie mogę jednak pojąć związków, w których mąż lub żona wyjeżdża na długie miesiące zostawiając na miejscu swoją drugą połówkę i dzieciaki… Tak, wiem, są różne sytuacje, ale osobiście jestem zdania, że nie po to zakładaliśmy rodzinę, żeby teraz ją dzielić. Jeśli sytuacja zmusza, jasne, wyjeżdżajcie, ale razem. Straconego czasu nikt potem nie odda.

  • W końcu znalazłem czas, aby przejrzeć blogi. Zgadnij od kogo zacząłem najpierw ; ) Trochę się tu zmieniło od mojej ostatniej wizyty, ale widzę, że jakościowo nadal trzyma mocny poziom. Uwielbiam.

Navigate