Dziewczyna z obrazka swinguje

No dobra, swinguje to zdecydowanie za dużo powiedziane. Po prostu byłam w klubie dla swingersów. Wygoniła mnie tam ciekawość. Powszechnie wiadomo, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale ja w piekle wcale nie wylądowałam.

Poszłam więc ze znajomą, która w takich miejscach bywa, bo jak w przypadku mojego swingowania, tak w jej powiedzieć, że tam chodzi to zdecydowanie za dużo. Poszłyśmy więc, dwie piękne, nie do wzięcia.

W szatni, która znajduje się w klubie, przebrałam się w zdecydowanie za krótką sukienkę, co i tak wypadło całkiem nieźle na tle piżamek erotycznych i bielizny, wszak sukienka to odzież. Mimo tych zwiewnych piżamek, wcale nie trafiłam na piżama party, ani też na basen, jakby się mogło wydawać patrząc na mężczyzn z ręcznikami na biodrach. Był to zdecydowanie klub, mogłabym nawet powiedzieć, klub jakich wiele, gdyby nie jeden szczegół – darkroomy.

Darkroomy, to nic innego jak maleńkie pokoiki z ogromnymi łóżkami wodnymi. Na ich brak klub narzekać raczej nie może. Och przepraszam, właśnie znalazłam podobieństwo do basenu – gigantyczne jacuzzi i sauny, na tym jednak podobieństwo się kończy.

Jak już pisałam, byłyśmy piękne i nie do wzięcia, więc wzięłyśmy po piwie, znajoma oprowadziła mnie po klubie, by mi pokazać co, gdzie i jak, a następnie zniknęłyśmy w jednym z tych pokoików miłości by oddać się nieustającej przyjemności, jaką była rozmowa. Wierzcie mi albo nie, ale spędziłyśmy dwie godziny w klubie dla swingersów na rozmowie. Jeśli ktoś liczy na to, ze w dalszej części tej notki przeczyta jakieś pikantne szczegóły z niezobowiązującego seksu, to się właśnie przeliczył. Nie ten dzień, nie ta impreza, nie ta notka.

Dlaczego więc zdecydowałam się napisać relacje, z tego w sumie nudnego wyjścia, jeśli brać pod uwagę, po co zazwyczaj ludzie tam chodzą? Bo to miejsce jest fantastyczne, bo klimat tego miejsca jest rewelacyjny. Specyfika klubu działa tak naprawdę odprężająco. Choć zazwyczaj drażni mnie oglądanie niechcianej przeze mnie nagości, np. w szatni na basenie, to w tym miejscu uważałam ją za coś tak naturalnego, że gdybym musiała (np. wchodząc do jacuzzi), to sama bym się rozebrała bez krzty wstydu. Choć byłam tam ze zwykłej ciekawości, a nie w konkretnym celu, to czuję, że doświadczyłam czegoś nowego.

Jeśli ktokolwiek na słowo swing miał wizje nieustającej orgii, to musi się tej myśli pozbyć. Bo klub dla swingersów, to po prostu klub, w którym spotkasz wyzwolonych, świadomych, bezpruderyjnych, nieskrępowanych niczym, sympatycznych ludzi. To od Ciebie zależy, jak wykorzystasz czas spędzony tam, od Ciebie i tylko od Ciebie.

(Visited 1 026 times, 1 visits today)
Navigate