Droga sąsiadko w hidżabie

Droga sąsiadko w hidżabie, pierwszy raz widziałam Cię już jakiś czas temu na placu zabaw. Nie wiem, które dzieci były Twoje. Wymieszały się z całą resztą, niczym się od nich nie różniąc. Skoro jednak tam siedziałaś, to któreś musiało być Twoje.

Drugi raz spotkałyśmy się, gdy byłam na spacerze z psem. Szłaś z dziećmi. Okazało się, że masz ich czwórkę: chłopców i dziewczynki. Twoim dzieciom spodobała się moja Colia. To duży pies, biegał luzem, patrzyłaś na nią z niepewnością i na mnie też. Uśmiechnęłam się do Ciebie, odpowiedziałaś uśmiechem.

Później okazało się, że nie jesteś jedyną muzułmanką w sąsiedztwie. Byłam na placu zabaw, gdy przyszłyście trzy z szóstką dzieci. Przyznam Ci się do czegoś ze wstydem – przestraszyłam się. Miałaś być jedna, niegroźna, a tu nagle jesteście trzy. Pomyślałam o tych wszystkich hasłach o islamizacji Europy, o zachodnich sąsiadach, u których spotkałabyś więcej „swoich” niż rodaków. Usiadłyście na ławce, rozmawiałyście, śmiałyście się jak wszyscy inni rodzice. Wasze dzieci znów niczym nie różniły się od reszty. Było mi głupio za swój strach. Czego właściwie się bałam? Nie wiem.

Gdy wracałam do domu, mijałam Was. Znów uśmiechnięte, wyglądałyście na szczęśliwe. W tym samym momencie Twój syn się przewrócił. Mówiąc dosadnie, przeorał twarzą po asfalcie. Ruszyłaś do niego biegiem, a ja przystanęłam. Przystanęłam, by wyciągnąć opatrunki. Nie rozumiałaś mnie, a ja nie rozumiałam Ciebie. Pozwoliłaś mi jednak opatrzyć zdarte czoło najmłodszego synka. Wymieniłyśmy się uśmiechami i rozeszłyśmy.

Droga sąsiadko w hidżabie, nie mam pojęcia, skąd przyjechałaś i dlaczego. Czy przyjechałaś z własnej woli, czy musiałaś przed czymś uciekać. Nie wiem, dlaczego akurat Polska, Warszawa, Ursynów. Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Co więcej: wcale tej wiedzy nie potrzebuję.

Różnice kulturowe zawsze będą nas dzielić, ale to nie przeszkadza w tym, byśmy były dobrymi sąsiadkami. Mam nadzieję, że odnajdziesz tu dom, tak samo, jak jak ja go odnalazłam. Nie przyjechałam co prawda aż z tak daleka ale wciąż nie jestem stąd. Czuję się jednak jak u siebie. Chcę, byś Ty też tu się tak czuła.

Nie zagwarantuję Ci, że nie spotka Cię tu nic nieprzyjemnego, wręcz jestem niemal pewna, że w końcu Cię spotka. Wtedy proszę pomyśl o osiedlu, na którym mieszkasz i o tej Polce, która za każdym razem, gdy ją spotkasz, mówi Ci „dzień dobry” w języku, którego nie rozumiesz. W ostatecznym rachunku tych Polek jest więcej.

(Visited 1 897 times, 1 visits today)
Navigate