Do kogo należą pieniądze dziecka?

Co roku w okresie komunijnym ożywają te same dyskusje: od „Co dać dziecku na komunię?”, przez „Ile dać dziecku na komunię”, kończąc na dyskusji na temat: „Czyje te pieniądze właściwie są – rodziców czy dziecka?”

Wyobraź sobie, że z okazji urodzin dostałeś pieniądze. Jak poczułbyś się, gdyby ktoś Ci te pieniądze zabrał i zdecydował za Ciebie, na co masz je wydać, bo uznał, że Ty sobie z tym nie poradzisz? Naturalną reakcją byłaby złość i żal. Wszak to był Twój prezent, Twoje pieniądze.

Tak właśnie postępuje wielu rodziców: zabierają pieniądze, które dzieci dostały w prezencie, a później jeszcze mają pretensje, że dziecko nie jest wdzięczne za pralkę, którą za te pieniądze kupili. „Przecież ciuchy dziecka też są w niej prane” – argumentują. Robią tak, chociaż sami zdecydowanie nie chcieliby, by ktoś tak zrobił z ich pieniędzmi.

Jednym z argumentów często wykorzystywanych przez rodziców odbierających dzieciom pieniądze, szczególnie większe kwoty, jest twierdzenie, iż dziecko wyda te pieniądze na głupoty.

A ja się pytam, no i co z tego? To jego pieniądze, ma prawo je wydać, na co chce (oczywiście nie mówimy o wydaniu np. na alkohol czy narkotyki). My dorośli też kupujemy nie tylko to, co jest faktycznie potrzebne i rozsądne. Poza tym my na wydatki, marzenia i pragnienia dziecka patrzymy z dorosłego punktu widzenia i to, co nam wydaje się głupotą, dla niego może być spełnieniem marzeń. Dla mnie głupotą jest kolejna gitara mojego męża, bo według mnie niczym nie różni się od pięciu pozostałych, dla mojego męża głupotą może być moja kolejna para butów, a dla dziecka – jedno i drugie. Nasze pieniądze, nasze głupoty, nasza sprawa. Sama często wydaję pieniądze głupio i nieodpowiedzialnie, trudno więc, bym odpowiedzialności i rozsądku wymagała od dziecka. Poza tym ja naprawdę nie widzę nic złego w wydawaniu pieniędzy „na głupoty”.

Kolejny argument to ten, który pojawia sę głównie przy dyskusjach o prezentach komunijnych, a mianowicie: „Bez przyjęcia nie byłoby prezentów, a więc rodzice mają prawo wziąć te pieniądze”. Przede wsystkim z komunii nie trzeba robić małego wesela. Przyjęcie komunijne powinno być prezentem dla dziecka od rodziców. Zaznaczam – PREZENTEM. Jeśli rodzice czują potrzebę zrobienia imprezy na 60 osób, to koszty z tym związane są ich problemem, a nie dziecka. Dziecko dostaje wtedy prezenty od 60 osób, a te prezenty są JEGO, bez względu na to, czy to kwota 10 tysięcy złotych, czy 40 zestawów klocków Lego. Prezent należy do obdarowanego. Dodajmy jeszcze, że, jeśli to dziecko miałoby finansować przyjęcie, to logicznym byłoby, aby to ono układało listę gości i menu. Zamiast znajomych rodziców i dawno niewidzianych dalekich krewnych, gośćmi byliby wówczas koledzy i koleżanki dziecka, a w menu zamiast alkoholu i sałatki jarzynowej pojawiłyby się zapewne głównie słodycze.

Ostateczny argument to ten o biedzie w rodzinie. Warto więc powiedzieć jasno: Dziecko, zwłaszcza to w wieku komunijnym, nie ma obowiązu dokładania się do życia. Ten obowiązek należy do rodziców. To oni są zobowiązani do utrzymania rodziny, a nie dziecko. Mimo wszystko ktoś powie, że jeśli rodzina ledwo wiąże koniec z końcem to każdy grosz należy dorzucać do wspólnego budżety domowego. Otóż nie! Zakładam, że dziecko z takiej rodziny ma wiele marzeń, ale mało okazji do ich spełnienia. Zatem pieniądze, które otrzymuje w prezencie, mogą pomóc mu w spełnieniu marzeń. Tym marzeniem może być zabawka albo wypad do kina. Zabierając mu pieniądze pozbawiamy go możliwości sprawienia sobie przyjemności, spełnienia tych jego dziecięcych pragnień, które wcale nie są mniej poważne i ważne od tych naszych, dorosłych.

Jeśli daję prezent dziecku to daję go dziecku, nie rodzicom, więc łapy precz od pieniędzy, które nie są wasze. Moja siostra bardzo często zostawiała pieniądze dla moich synów i nigdy do głowy mi nie przyszło, by te pieniądze wziąć sobie, nawet jeśli byłam w trudnej sytuacji finansowej.

Dzieci nie są „półludźmi” czy „kandydatami na ludzi”, a tak niestety często postrzegają je dorośli. Nie bez powodu jednym z najsłynniejszych cytatów z Janusza Korczaka jest: „Nie ma dzieci, są ludzie”. Są to ludzie po prostu od nas mniejsi, mniej doświadczeni, ale wciąż ludzie mający takie same prawa jak my. Jednym z tych praw jest decydowanie o sobie i swojej własności, w tym pieniądzach.

Przyjmij wreszcie do wiadomości, rodzicu, że pieniądze dziecka należą do dziecka, a nie do Ciebie. Jeśli je mu zabierasz, to nie dziw się później, że ma do Ciebie żal. Ma prawo go mieć, bo zabrałeś jego własność.

Naszą – rodziców – rolą jest być przewodnikiem naszych dzieci. Możemy sugerować, na co przeznaczyć pieniądze, proponować różne opcje i rozwiązania, przestrzegać przed konsekwencjami, ale ostateczna decyzja należy do dziecka.

Jeśli moje dziecko miałoby ochotę kupić słodycze za kilkaset złotych, to bym mu tego nie zabroniła. Przypomniałabym mu natomiast, że, zgodnie z naszą domową umową, którą dzieci same zaproponowały, może jeść jednego „słodycza” dziennie, istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że część z tych zakupów mogłaby się przeterminować. Co jednak ono by z tą wiedzą zrobiło – to jego sprawa.

Dajmy dzieicom być ludźmi odpowiedzialnymi za swoje rzeczy i wybory, w tym finansowe. Bł. ks. Bronisław Markiewicz, który pracował z dziećmi, pisał: „Do odpowiedzialności można wychować tylko przez czynienie odpowiedzialnym”.

(Visited 1 850 times, 1 visits today)
  • Aleksandra Załęska

    Świetny tekst! uważam, że dzieci nie powinny dostawać pieniędzy, a jeśli już, to powinny wrócić do nich. Jestem za tym, żeby na chrzest czy komunię kupić dziecku prezent, bop wtedy wiadomo, że będzie on dla niego!

  • zgadzam się, że zarówno pieniądze dzieci są dzieci, jak i wszystkie inne prezenty do nich należą. z drugiej strony uważam, że dawanie kilkulatkowi do dowolnej dyspozycji kilku tysięcy złotych to nie jest dobry pomysł. zazwyczaj kończy się to tak, że albo kasę przejmują rodzice albo dziecko robi z nimi co chce. to drugie może się różnie skończyć. i bądźmy szczerzy, trochę szkoda żeby tak duża suma rozpłynęła się na słodycze czy setki zabawek, którymi dziecko może nawet nie zdążyć się nacieszyć. nie dawałabym dzieciom w prezencie kasy. uważam, że lepiej kupić zabawkę, o której marzy, zafundować wycieczkę, obóz wakacyjny czy wymarzony kurs. nie bez powodu majątkiem nieletniego zarządzają rodzice. tak duże sumy to jest moim zdaniem zbyt duży poziom trudności dla kilkulatka. owszem, warto uczyć dziecko zarządzać pieniędzmi, ale na poziomie odpowiadającym jego możliwościom. dzieci powinny mieć swoje pieniądze, adekwatne do wieku i móc swobodnie nimi zarządzać.moim zdaniem danie kilkulatkowi kilku tysięcy nie jest odpowiedzialne. i nie wiem, czy dziecko faktycznie w ten sposób się czegoś nauczy. to trochę tak, jak ludzie, którzy nagle stają się bogaci, bo wygrali sporą sumę pieniędzy. często kończy się to źle. a to przecież dorośli ludzie. a tutaj mówimy o dziecku.

    ja akurat na komunię wszystkie swoje pieniądze dostałam do ręki. to było ponad 10 lat temu i to było kilka stówek, nie tysięcy. nie pamiętam, co z nimi zrobiłam. nic konkretnego chyba. odkładałam sobie. część wydałam na jakieś swoje potrzeby. ale miałam dużo oszczędności. czasami nawet rodzicom pożyczałam 😉 zabieranie dziecku pieniędzy – absolutnie nie. ale skłaniałabym się ku wspólnemu zdecydowaniu na co je przeznaczyć i czy faktycznie od razu wydawać, czy może wpłacić na lokatę, żeby rosły.

  • zatruty_owoc

    Ja jestem za tym, żeby po całym tym gwarze komunijnym rodzice usiedli wraz z dzieckiem i zapytali go, na co chciałoby wydać swoje pieniądze. Ale bez wytykania mu, żeby nie wymyślał. Bo faktem jest, że 9-letnie dziecko nie będzie wiedziało, jak zagospodarować taką sumą pieniędzy.
    Jeśli dziecko nie ma roweru a chciałoby go bardzo- ok, masz wystarczającą sumę więc kupisz sobie rower. Chcesz odłożyć część pieniędzy na szkolną wycieczkę a resztę wydać na jakąś konsolę-nie ma sprawy. Znajdziemy kopertę, włożymy tam tą odłożoną sumę i podpiszemy ile odłożyłeś.

  • Inspirujący wpis, dzięki.

Navigate