Dlaczego nie rozumiem skoro słyszę?

Jest pewna sprawa, której nie mogą zrozumieć nawet najbliższe mi osoby. Działanie mojego słuchu to dla nich jakaś czarna magia, a ja jestem zmęczona tłumaczeniem w kółko, że to, iż słyszę, nie oznacza, że rozumiem.

Jeśli mam na uchu aparat, to zawsze słyszę, że się do mnie mówi. Zawsze. Rzecz w tym, że to wcale nie oznacza, iż rozumiem.

Najprościej ujmując: jeśli będziesz do mnie mówić to ja będę słyszeć twój głos, będę wiedziała, że kierujesz słowa do mnie, ale będzie to dla mnie niezrozumiały bełkot. Czasem wyłapię pojedyncze słowa. W szczególności jest to widoczne przy nowych znajomościach. Choć bardzo się staram, to trudno mi zrozumieć, co ktoś do mnie mówi.

Bywa też tak, że wydaje mi się, iż zrozumiałam dobrze i odpowiadam całkowicie od czapy. Rodzi to przykre sytuacje, bo taka osoba irytuje się, sądząc, że udaję, że słyszałam, zamiast poprosić o powtórzenie, a mnie jest przykro o te pretensje, bo ja byłam przekonana, że usłyszałam dobrze, a nie udawałam, że zrozumiałam.

Jak zatem komunikuję się ze światem, skoro nie rozumiem?

Po pierwsze: staram się rozumieć przez czytanie z ruchu warg.

Po drugie: im częściej kogoś widuję, tym lepiej go rozumiem, bo przywyczajam się do jego głosu, twarzy, szybkości z jaką mówi, dlatego jestem w stanie prowadzić swobodne rozmowy z mężem, dziećmi, mamą i rodzeństwem. Wychodzę więc do ludzi, by ich poznać i oswajać się z różnymi dźwiękami.

Po trzecie: proszę ludzi, by mówili wyraźnie.

Po czwarte: proszę ludzi, których znam, o pomoc w komunikacji z innymi.

Piszę o tym, bo to jest ważne. Gdy mówię „przepraszam, nie zrozumiałam”, nie oznacza to, że nie rozumiem znaczenia prostych slów, ale – że nie udało mi się odczytać słów z ruchu warg. Gdy mówię „jeszcze raz, nie usłyszałam”, to rozmówca automatycznie nachyla mi się do ucha pozbawiając mnie szansy, bym zrozumiała cokolwiek, bo nie widzę jego ust. Dlatego tak istotne jest, by zrozumieć, że osoba niedosłysząca dzięki aparatom może cię słyszeć, ale już niekoniecznie rozumieć. Oszczędzisz też sobie frustracji wiecznym powtarzaniem coraz głośniej, które nic nie daje.

Wielokrotnie jest też tak, ze mój rozmówca dużo się rusza, gestykuluje tym samym zasłania swoje usta i ma to ogromny wpływ na mój odbiór tego, co mówi. Czasem, gdy rozmawiam z mężem, nagle ustawi on rękę tak, że, choć z jego perspektywy usta ma odkryte, to ja siedzę w takim sposób, że dla mnie są zasłonięte. Wtedy właśnie słyszę, że mówi, ale już nie wiem co. Dla sprawiedliwości dodam, że bywa tez tak, że to ja się odwracam, gapię w telefon, nie skupiam na rozmówcy i to jest moment, w którym można palnąć mi w łeb i krzyknąć „skup się”.*

*Nie dotyczy męża 😉

 

(Visited 330 times, 4 visits today)
  • Layla Keiko

    Widzę, że poruszyłaś moją przypadłość. Świetnie napisałaś. Dokładnie tak jest .

Navigate