Daj szansę swojemu dziecku

Zdarza się, że piszą do mnie rodzice dzieci słabo słyszących i niesłyszących. Czasem chcą sobie po prostu porozmawiać, wyrzucić z siebie swoje obawy komuś, kto, jak sądzą, ich zrozumie. Staram się, jak mogę, wspierać te osoby. Za każdym razem też sugeruję, że dziecko powinno uczyć się w specjalnym ośrodku dostosowanym do jego potrzeb. Tłumaczę, że to koniecznośc, ogromna szansa dla dziecka. Większość rodziców na te słowa oburza się i kategorycznie odmawia posłania dziecka do szkoły przystosowanej do dzieci niesłyszących. „Moje dziecko jest normalne, poradzi sobie w szkole masowej” – pada w odpowiedzi.

Postanowiłam  zrobić coś dla tych rodziców i ich lęków związanych ze szkołą specjalną. Zaprosiłam do rozmowy kogoś, kto zna się na tym lepiej ode mnie: Majkę Graf, pracownika ośrodka szkolno-wychowawczego dla dzieci i młodzieży słabo słyszących i niesłyszących w Kaliszu. Porozmawiałyśmy sobie o tym, dlaczego tak ważna jest edukacja dzieci głuchych w szkołach dla głuchych.

Dziewczyna z obrazka: Dlaczego tak ważne jest, by dzieci niesłyszące i niedosłyszące uczyły się w ośrodkach do nich przystosowanych?

Majka Graf: Jako surdopedagog, nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że jest to najważniejsza kwestia, najważniejsza jest rehabilitacja małego dziecka, u którego stwierdzono wadę słuchu. I tu zaczynają się schody, bo każde dziecko jest inne; rodzina, w której rodzi się dziecko niesłyszące, jest inna, wada słuchu również. Dlatego odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.

Musi Pani jednak przyznać, że w szkole dla dzieci niesłyszących, niesłyszącemu dziecku będzie łatwiej. Nie tylko z nauką, ale i z zaakceptowaniem wady słuchu.

Szkoła specjalna – wolę określenie „specjalistyczna” – ma szereg narzędzi, które wspomagają wczesną rehabilitacje dziecka, bo ona jest tu kluczowa, najważniejsze są pierwsze lata nauki dziecka. Taka szkoła to szeroki wachlarz specjalistów – od logopedów do terapeutów. To dodatkowe godziny, które przeznaczone są dla dziecka indywidualnie. Szkoła masowa nie ma tak wielu narzędzi.

Uczniowie SOSW nr 2 w Kaliszu
Uczniowie SOSW nr 2 w Kaliszu

Czyli namawiałaby Pani rodziców niesłyszących dzieci, by edukacje dziecka zaczęli od ośrodka przystosowanego do jego szczególnych potrzeb?

Tak, ponieważ szkoła dla dzieci z wadą słuchu, zaspokaja wszystkie potrzeba dziecka, ale także rodzica, który w procesie rehabilitacji jest bardzo ważny. Nie przekreśla też późniejszej nauki w szkole masowej. Za każdym razem patrzymy na dziecko indywidualnie. Nie ma dwóch takich samych dzieci niesłyszących. Jeden maluch ma lekki niedosłuch, wystarczy dobrze dobrany aparat słuchowy, wczesna rehabilitacja, wytrwałość i dostosowane metody pracy. Inne dziecko rodzi się z głębokim niedosłuchem – 100% głuchotą, które potrzebuje języka migowego. W takiej szkole jak nasza nauczy się tego pięknego języka. To trudne wybory dla rodzica, ale zawsze należy podążać za dzieckiem. Spotkałam na swojej drodze różne dzieci, te które od czwartej klasy podjęły naukę w szkole masowej – nie potrzebowały już tak intensywnej pracy, oraz te które trafiają do nas zbyt późno. Przesiedziały grzecznie w ławce swoją edukację. Uczą się u nas języka migowego, dostają poczucie akcepcji i zrozumienia. Szkoła to ludzie, jest dobra jeśli są w niej specjaliści oraz dodatkowe godziny dla dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Z badań wynika, że dziecko niesłyszące w stopniu głębokim, potrzebuje dziennie sześciu godzin stymulacji słuchu i mowy. W szkole dla dzieci niesłyszących rehabilitacja odbywa się na każdym poziomie pracy z dzieckiem. Czy w Polsce mamy wzorcową integracje w szkołach masowych? Obawiam się, że jeszcze nam do niej daleko.

12374885_1269015256457606_5274165111260054757_o
Uczniowie SOSW nr 2 w Kaliszu w projekcie „W chmurach”

Ja z tym swoim głębokim niedosłuchem chodziłam do szkoły masowej. Było ciężko, nauczyciele mimo szczerych chęci nie umieli mi pomóc, a nie mogli przedkładać potrzeb jednej osoby ponad potrzeby reszty klasy. Mimo wszystko to ja się musiałam dostosować do poziomu i sposobu nauczania, a nie poziom i sposób do mnie.
Dlaczego rodzice tak bronią się przed pomocą własnym dzieciom? Skąd przekonanie, że szkoła/przedszkole masowe to lepszy pomysł? Przecież wszystko, co Pani mówi, temu przeczy.

Specjalna szkoła dla dzieci z wadą słuchu – myślę, że rodzice boją się tego słowa SPECJALNA. Choć ja wolałabym nazywać ją SPECJALISTYCZNĄ, czyli szkołą, w której są specjaliści znający się na swojej pracy. Rodzice boją się pewnej stygmatyzacji związanej ze słowem „specjalna”. Gdy poznają szkolę bliżej, lęk mija.

Ale część nawet nie chce jej poznać, na samą propozycje oburzają się – moje dziecko nie ma specjalnych potrzeb! Myśli Pani, że gdyby zmienić nazwę ze specjalna na specjalistyczna to, by zmieniło podejście ludzi?

Tak, bo na co dzień każdy z nas wypiera z siebie problemy, mówimy sobie, że „jakoś to będzie”, bierzemy przysłowiową tabletkę na wszystko. Ale nie na wszystko są magiczne recepty. Aparat słuchowy czy implant nie jest lekiem na głuchotę, to protezy, po ich zdjęciu nadal jest się człowiekiem niesłyszącym. To nadal niepełnosprawność dotycząca słuchu i języka ojczystego (większość niesłyszących uważa go za język obcy), nad którą trzeba pracować. Trzeba się z tą niepełnosprawnością zmierzyć. To także potrzeba akceptacji, zrozumienia i przynależności w dziecku. Głusi mają swój język, swoją kulturę. Pytanie, na ile rodzic zaakceptuje to, że jego pociecha może kiedyś wybrać jako swój język język migowy.

Dobrze, że Pani wspomniała o implantach. W jednej z wiadomości do mnie przeczytałam, że dziecko nie musi iść do szkoły dla niesłyszących, bo nosi implant, skąd takie przekonanie w ludziach, że implant przywraca słuch? Marketing ośrodków, które sie tym zajmują?

Implant to proteza wszczepiana w mózg, która czasem zadziała i sprawdza się rewelacyjnie, a czasem nie. Psuje się jak każde urządzenie elektroniczne. Problem w tym, że nie nosimy go na ręku, tylko w głowie. Każde dziecko reaguje na implant indywidualnie. Mamy dzieci, które dzięki implantowi słyszą, radzą sobie świetnie. Ale i takie, u których on zwyczajnie nie zadziałał lub zbuntowane nastolatki ściągające aparaty. Nie można radykalnie rozsądzić na tak i na nie. Trzeba być bardzo ostrożnym, dowiedzieć się jak najwięcej, podejmować decyzje świadomie, dla dobra dziecka. Jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której się nie mówi. Dzieci z wszczepionym implantem ślimakowym nie mogą mieść przeprowadzonej resuscytacji za pomocą defibrylatora.

Uważnie czytam co Pani pisze i nasuwa mi się jedna myśl: czy można powiedzieć, że w dużym stopniu rodzice utrudniają, a wręcz niszczą, życie swoim niesłyszącym dzieciom życie, czy to jednak zbyt brutalne sformułowanie?

Oj, brutalne.

No, ale w sumie to prawda. Niech Pani spojrzy, rodzice nie chcą pogodzić się z tym, że dziecko nie słyszy, upierają się, że da sobie radę, nie wysyłają do szkoły specjalnej. To dziecko rośnie, zaczyna być odtrącane przez rówieśników, odtrąca samego siebie, bo nie miało miejsca i okazji, by zaakceptować świat ciszy, w którym żyje. Rodzice mogli mu pomóc akceptując tę wadę i dbając o rehabilitację. Nie zrobili tego. Zatem mam odwagę powiedzieć, że swojemu dziecku stanęli na drodze do w miarę normalnego życia i szczęścia. Część implantuje maleńkie dzieci i uważa, że to wystarczy, nie przyjmując do wiadomości wad i zagrożeń, byle tylko mieć w swoim przekonaniu „normalne” dziecko.

Rodzice nie chcą utrudniać swoim dzieciom, życia, chcą jak najlepiej, sama jestem rodzicem i czasem po prostu nie wiem. Szukam odpowiedzi. Nie poprzestaję na jednym źródle wiedzy. Jak już wcześniej powiedziałam, każdy z nas jest inny, jednostkowy, do każdego pasuje inna metoda. Rodzic powinien podążać za dzieckiem i jego potrzebami. My staramy się to robić. Nauczyliśmy się tego. Pozwalamy dzieciom być sobą i rozwijać się w takich kierunkach, jakie same sobie wybierają. Uczymy i dajemy też narzędzia rodzicom, mają prawo nie wiedzieć i popełniać błędy – jak każdy z nas.

Niesłyszące dzieci w projekcie "Dzieci dzieciom"
Niesłyszące dzieci w projekcie „Dzieci dzieciom”

Nie uważam, że to jest celowe. Jako matka też chcę dla swoich dzieci jak najlepiej, ale nie mogę pojąć, dlaczego ludzie nie chcą skorzystać z pomocy, którą ośrodki im oferują. Na to pytanie szukam odpowiedzi. Z jednej strony chcą jak najlepiej, a z drugiej w momencie, gdy mogą ułatwić życie swojemu dziecku, to nie chcą..

Nie mogę być tak krytyczna, jestem od tego by rozwiązywać problemy, szukać dróg porozumienia, a do tego potrzeba zrozumienia i diagnozy. One bywają różne. Dziecko razem z rodzicami przechodzi różne etapy, od rozpaczy, wyparcia, walki, po akceptację i rozumienie. To ostatnie przychodzi, kiedy mijają lęki, kiedy wiemy, co robić. W takiej szkole jak nasza rozwiązań szukamy na różne sposoby, ale najważniejsze jest to, by dawać wiedzę dziecku i rodzicom.

Przez pryzmat mojego już prawie dwudziestoletniego doświadczenia w pracy jedno mogę powiedzieć na pewno: Jeśli rodzic widzi, że jego sześcioletnie niesłyszące, implantowane lub aparatowane dziecko, nie mówi lub mówi słabo, jest to powód do niepokoju – to nie minie, nie można czekać. Jeżeli niesłyszący dziesięciolatek nie pisze samodzielnie, nie czyta ze zrozumieniem, nie mówi wyraźnie, trzeba poszukać pomocy w szkole dla dzieci niesłyszących.

Pani cały czas mówi o pomocy, jaką niesie szkoła, a ja mówię o tych rodzicach, którzy tej pomocy nie chcą. To nie jest utrudnianie życia dziecku?

Mówię o pomocy, bo ona jest tu najważniejsza. Kiedyś jedna z mam powiedziała: „Głuchoty nie widać”. Intuicja rodzica zawsze wie, że coś jest nie tak, trzeba jej słuchać. Najważniejsze jest pierwsze sześć lat życia dla naszego rozwoju. Nie można bać się zmian, jeżeli widzimy, że nasze dziecko nie robi postępów. Wielu rodziców żałuje, że ich dzieci nie pojawiły się w szkole specjalnej wcześniej. Chciałabym mieć moc, by sprawić, żeby rodzice nie bali się takich szkół, ale nie mogę oceniać ich wyborów. Mają prawo decydować niezależnie. Może nasza rozmowa będzie tym kolejnym kamykiem obalającym mity.

Jakiś czas temu napisała do mnie pewna mama. Jej córka z głębokim niedosłuchem miała 4 lata, miała iść do przedszkola. Zasugerowałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie przedszkole dla dzieci niesłyszących. Mama się oburzyła: „Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Córka pójdzie do normalnego przedszkola, bo na pewno sobie tam poradzi.” W przedszkolu tak, ale co ze szkołą? Czy ta mama właśnie nie utrudniła swojej córce przyszłej edukacji taką postawą?

Jeśli ta czterolatka poszła do przedszkola, w którym jest surdopedagog i logopeda na etacie, w którym będzie objęta wczesnym wspomaganiem rozwoju małego dziecka, do tego będzie w grupie dziesięciosobowej, to nie mam przeciwwskazań. Ale… jeżeli jest to przedszkole, jakie wszyscy znamy, grupa trzydziestoosobowa, jeden nauczyciel, wieczny pośpiech, to jest to błąd.

Teatr dzieci niesłyszących
Teatr dzieci niesłyszących

Zauważyłam u rodziców taką tendencję, jak u tej mamy: „na razie do szkoły normalnej, a jeżeli sobie nie poradzi, to wtedy specjalna”, nie powinno być na odwrót?

Powinno być na odwrót, bo straconych lat nie da się już nadrobić. Jeszcze raz powtórzę: pierwsze sześć lat życia dziecka i jego rehabilitacja w tym czasie są najważniejsze. Zatem jest to najprawdopodobniej błąd. Szkoła specjalna dla dzieci z wadą słuchu i narzędzia, jakimi dysponuje, jest tu nieoceniona.

Ostatnio przeczytałam, że przy dzieciach całkowicie głuchych pierwszym językiem powinien być migowy, a nie – polski….

Statystycznie najwięcej dzieci niesłyszących rodzi się w rodzinach rodziców słyszących, którzy nie znają języka migowego. Dlatego naturalnym pragnieniem rodziców jest to, by ich dziecko mówiło i słyszało. Język migowy jest tym pierwszym językiem w rodzinach, w których rodzice są niesłyszący. Musiałabym tu wspomnieć już nie o dzieciach, ale nastolatkach i ich potrzebach. Młodzież niesłysząca ma silną potrzebę akceptacji oraz przynależności, oni chcą uczyć się języka migowego, potrzebują go do swojej identyfikacji jako osoby niesłyszącej. Języka migowego nie należy się obawiać. Jest on piękną rozmową rąk.

I czy tu przypadkiem z pomocą nie przychodzi przedszkole i szkoła?

Oczywiście. Jak każda szkoła, tak i ta ,w której pracuję, ma rozwijać młodego człowieka. Pozwalać mu na doświadczanie i odszukanie swojej własnej drogi w życiu. Świat ludzi niesłyszących nie różni się od naszego. One się dopełniają. Szkoła czy przedszkole rozkodowuje go dla uczniów i rodziców. Specjalna szkoła, nie bójmy się tego słowa, dla dzieci z wadą słuchu to klasy, w których jest dziesięcioro uczniów, to szkoła pełna specjalistów logopedów, surdopedagogów, terapeutów: integracji sensorycznej, metody: werbo–tonalna, masażu logopedycznego, terapii ręki, kinezjologii edukacyjnej P. Dennissona, metody ruchu rozwijającego W. Sherborne, metody Knillów, metody Dobrego Startu, alternatywnej metody komunikacji.

14215558_1504170812942048_1294608518_o

Majka Graf:

Surdopedagog, instruktor teatralny, reżyserka, animatorka przestrzeni miejskiej, członek zarządu Stowarzyszenia Kaliska Inicjatywa Miejska. Założycielka Fundacji Kwadratura. Na co dzień nauczycielka/behawiorystka dzieci niesłyszących oraz instruktorka Teatru Pobocze w MDK w Kaliszu, współzałożycielka Teatru dzieci niesłyszących ADO działającego w SOSW Nr 2 w Kaliszu. Reżyserka amatorskich przedstawień teatralnych, działań performersowych, przedstawień ulicznych.

Terapeutyczny Teatr Magiczny – to najmłodsze dziecko instruktorek Graf-Wypych, angażujące się w działalność społeczną na rzecz dzieci i młodzieży. Majka Graf jest autorką projektu Kultura na Trawie, który stał się przykładem kultury włączającej, w którym sztuka wychodzi w przestrzeń publiczną nie tylko w formie ozdoby, ale też komentarza, inspiracji do dialogu i namysłu nad przestrzenią. Współautorka projektu edukacyjno – kulturalnego „Dzieci Dzieciom” pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – to projekt o niepowtarzalnej koncepcji, która pobudza do dyskusji na temat obecności osób niesłyszących w przestrzeni publicznej oraz przestrzeni kultury. Od 19 lat aktywnie działająca na polu artystycznym Miasta Kalisza. Otrzymała nagrodę Wielkopolskiego Kuratora Oświaty za nowatorskie podejście do edukacji kulturalnej dzieci i młodzieży oraz nagrodę Prezydenta Miasta Kalisza za osiągnięcia w dziedzinie kultury.

10909350_803253286377479_1467080929_o

Zdjęcia: archiwum prywatne Majki Graf

(Visited 838 times, 1 visits today)
Navigate