Czytałem „50 twarzy Greya” więc wiem co to BDSM dzifko!

Na jakiś czas temat ucichł, a teraz zachwyty powróciły ze zdwojoną siłą, gdy pojawił się pierwszy oficjalny trailer ekranizacji. Facebooka zalała fala udostępnień. Wszyscy jak na komendę musieli mnie o tym poinformować. Podziwu nadal nie rozumiem. Trailer jest słaby, wręcz nudny i mało zachęcający.

Jednak nie brak fabuły, kiepskie postacie, nużące sceny sexu mam książce do zarzucenia, a sposób, w jaki przedstawione jest BDSM.

BDSM jest przedstawiony jako układ pełen kruczków prawnych. Zasady, zakazy, nakazy, hasła bezpieczeństwa, granice nie do naruszenia. Biorąc pod uwage, że ktoś deklaruje się jako moja własność, mam prawo zrobić z nim co chcę, a cała radość płynąca z BDSM i związków femdom/maledom to pokonywanie własnych barier i granic. O tym Grey nie mówi. W książce to surowy układ, zapis na kartce papieru pozbawiony więzi emocjonalnej.

Z mojej wiedzy wynika jednak, że nie ma dominacji, nie ma uległości, gdy nie ma chemii. W układzie Pan/i – uległa/y musi być cały wachlarz emocji, a – co najważniejsze – musi być zaufanie. Jak mogę dać się komuś skrępować i wychłostać, nie ufając mu? Kto czytał książkę, ten wie, że z Anastazji była marna uległa właśnie dlatego, że Greyowi nie ufała. Musi być też mądrość i tej dzięki Bogu w książce akurat nie brakowało.

Z drugiej części trylogii dowiadujemy się, że Grey jest sadystą z powodu swojego nieszczęśliwego dzieciństwa. Lubi zadawać ból brunetkom (i tylko brunetkom), bo te przypominają jego matkę prostytutkę i narkomankę, której ma wiele do zarzucenia. To krzywdzące. Teraz ludzie w klimacie BDSM kojarzą się z psychopatami z odchyłami, traumatycznymi przejściami. Kiedyś miałam okazję posłuchać historii o sadystce z Krakowa znęcającej się nad mężczyznami w ramach zemsty za gwałt, który ją spotkał w młodości. Wtedy usłyszałam też ładne stwierdzenie, że BDSM to nie terapia, a w Greyu właśnie tak jest pokazany: jako terapia dla nieszczęśliwych, skrzywdzonych ludzi o mrocznej psychice. Nie ma tu mniejsca dla wrodzonej natury i predyspozycji seksualnych. Lubisz bić – jesteś chory psychicznie.

Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, ze BDSM jest pokazane jako zło wcielone. Główna bohaterka cały czas ubolewa nad tym, ze Christian Grey w młodości był uległym, uważa, że spotkała go straszna krzywda i wciąż zastanawia się jak może mu pomóc. To samo tyczy się ich obecnej relacji. Nieustannie upodobania Greya są przedstawiane jako jego wadę, byłby ideałem gdyby nie to, że lubi zadawać ból. W późniejszych częściach nasz bohater cieszy się z nagłego „uzdrowienia” gdy uświadamia sobie, że bicie Anastazji go nie podnieca. Hura, dla wszystkich sadystów jest szansa! Twoje spaczenie może zostać wyprostowane. Z BDSM jak z homoseksualizmu – możesz się wyleczyć.

Nie byłoby w tym w sumie nic złego, gdyby nie fakt, że ludzie, którzy z tym klimatem nie mają nic wspólnego, łykają to wszystko jako prawdę. Spotkasz na swojej drodzę sadystę/kę stań się jego osobistą Anastazją i wyciągnij go za pomocą miłości z tego mrocznego świata. Życzę szczęścia, może Ci się uda.

(Visited 1 004 times, 1 visits today)
Navigate