Czy moje dzieci muszą mi pomogać

W rozmowach o niedosłuchu często padają pytania o moje dzieci. Głównie o to, jak ja sobie radzę jako matka. O poród, który przecież wymaga intensywnej komunikacji z położną. O czas niemowlęcy i nocne wstawanie. W tym tekście chcę jednak odpowiedzieć na pytanie, które pada rzadziej, a według mnie jest ważniejsze: Jak mój niedosłuch wpływa na moje dzieci?

Najczęściej pojawiające się pytanie dotyczące wpływu mojego niedosłuchu na moje dzieci to: Czy moje dzieci muszą mi pomagać?

Nie muszą. Mogą się na mnie wypiąć i nic nie zrobię. Siłą nie zmuszę do jakiejkolwiek pomocy. Mogę płakać, tupać, obrażać się, karę nałożyć, ale nie zmuszę, bo tak się składa, że dzieci posiadają wolną wolę, choć my dorośli, często o tym zapominamy.

Wystarczy jednak, że zadam to pytanie inaczej: Czy moje dzieci mi pomagają?

Tak. W szczególności Młody Starszy, który ma już 8 lat.

Jak wyglada ta pomoc? Żadnego tłumaczenia poważnych kwestii ze spraw dorosłych. Żadnego mówienia za mnie i o mnie. Pomoc moich dzieci to np. powiedzenie mi, że domofon dzwoni, ktoś puka do drzwi, że piekarnik zapiszczał informując o końcu pieczenia itp. Drobne sprawy w naszym domu, które dla mnie są nie do przeskoczenia. Pomoc na tej samej zasadzie, na której ja ściągam coś z wysokiej półki dla synów, bo nie sięgają.

Nigdy nie wymagałam od dzieci żadnej pomocy. Nie chciałam obarczać ich swoją niepełnosprawnością, nie chciałam by miała znaczący wpływ na ich życie, by musieli zmagać się z nią. Chciałam, by mieli „normalną” mamę jak ich rówieśnicy. Dlatego byłam bardzo zdziwiona i miło zaskoczona, gdy starszy syn sam zaczął zauważać sytuacje, w których mogę potrzebować pomocy.

Pamiętam, gdy kupowałam dla nas lody, zapłaciłam gotówką i nagle usłyszałam syna – mamo, pani pyta, czy masz 2 złote. Nie słyszałam pytania ekspedientki, a mój syn sam się tego domyślił. Uśmiechnęłam się do niego, podziękowałam mu, a pani wręczyłam 2 zł. To była dla mnie bardzo ważna sytuacja. Pokazała mi, ze moje dzieci są wrażliwe na moje potrzeby, a jednocześnie traktują je jako naturalne. Syn chyba nawet nie za bardzo rozumiał, dlaczego dziękuję mu za tę pomoc, bo dla niego logiczne było, że w sytuacjach dla mnie trudnych trzeba mi pomóc.

Moje dzieci to także dzieci wymagające. Rozumieją działanie mojego słuchu i dlatego wymagają ode mnie, bym ich słuchała. Świetnie wiedzą, kiedy tylko udaję i przytakuję. Strasznie ich to denerwowało, dlatego przestałam tak robić. Nauczyłam się, że lepiej powiedzieć „daj mi chwilę”, skończyć to, co robiłam, a następnie odwrócić się i całą uwagę poświecić dziecku. Już wiem, że synowie wolą cierpliwie poczekać na tę uwagę niż, bym słuchała ich jednym, w dodatku niesprawnym, uchem.

Znam problem CODA czyli słyszących dzieci głuchych rodziców. Jest to problem ogromny i trudny do rozwiązania. Więcej przeczytacie na ten temat tutaj. Nie chciałam, by moje dzieci także musiały borykać się z takimi problemami. Oczywiście, w takiej skali i tak nigdy by ich to nie tyczyło, gdyż sama mówię i jestem w stanie komunikować się z osobami słyszącymi, a świat osób słyszących jest moim światem, więc rozumiem świat swoich dzieci. Mimo to starałam się trzymać synów z dala od moich problemów, które stwarza niedosłuch.

Pomoc moich dzieci jest przejawem życzliwości i wrażliwości na potrzeby innych, a nie ich obowiązkiem.

(Visited 386 times, 8 visits today)
  • Dziecko przyjmuje informację o niedosłuchu rodzica jako sprawę naturalną. Moja matka ma niedosłuch. Bardzo dobrze czyta z ruchu warg, ale pamiętam, kiedy byłam z nią w sklepie i sprzedawał tam wąsaty facet (koszmar, ust nie widać), który w dodatku dość mamrotał. Bardzo szybko zauważyłam, że matka w ogóle nie wie, co mówi i zaczęłam tłumaczyć. Podobnie było zawsze z ustawianiem się po stronie, którą słyszy lepiej – z biegiem czasu robiliśmy to automatycznie. Wydaje mi się, że ogólnie rodzina podchodzi do takich spraw jak najzwyczajniej, na zasadzie podobnej jak wspomniałaś: jeden jest niski, więc trzeba mu podać coś z półki, drugi jest młody, więc trzeba mu zrobić coś do jedzenia, trzeciemu wiecznie zimno i trzeba pilnować, żeby miał się w co opatulić, czwarty słabo słyszy i trzeba za nim latać z dzwoniącym telefonem. Tu chyba problemu nie ma 🙂 gorzej może być za drzwiami domu.

    • Rodzina traktuje niedosłuch naturalnie o ile jest z nimi od zawsze. W moim przypadku, z całej mojej rodziny tylko moje dzieci i mąż nie pamiętają mnie jako osoby słyszącej. Reszcie mojej rodziny zrozumienie moich potrzeb przychodzi trudem.

  • Layla Keiko

    Mam pytanie jak to jest , że mam wadę słuchu 70-90 dB i rozumiem co mówią w telewizji, dosłownie wszystko ?

    • Nie wiem. Nie jestem ani laryngologiem, ani audiologiem. Wady słuchu różnią się od siebie, są spowodowane czymś innym i inaczej się z nimi żyje.

Navigate