Człowiek ze stali

Ponieważ od ponad tygodnia boli mnie głowa, a kilka dni temu w środku nocy gościłam ratowników medycznych, dostałam skierowanie do szpitala, do instytutu neurologii dokładnie.

Nie czekając wcale tak długo (godzina w poczekalni, to wcale nie jest długo) trafiłam do lekarza, a od lekarza do gabinetu zabiegowego, by podłączono mi kroplówkę z czymś przeciwbólowym.

Wiele lat spędziłam w szpitalu na różnych oddziałach: chirurgia, onkologia, laryngologia, OIOM, a także w wielu przychodniach specjalistycznych: kardiolog, laryngolog, neurolog i wielu innych. Właśnie przez to, że mam tak dużo doświadczeń ze służbą zdrowia, nie umiem się przestawić z oddziałów dziecięcych na te dla dorosłych. Okazało się wczoraj, że jest to dla mnie ogromny problem.

Nie wiem, skąd przekonanie, że ludzi dorosłych nie boli, ze można traktować ich bez żadnej delikatności, wręcz brutalnie. Jasne, rozumiem, że od dorosłych wymaga się więcej niż od dziecka, ale nie zmienia to faktu, że boli mnie tak samo. Różnica polega na tym, że ja powinnam umieć przyjąć swój ból. Co prawda skończyłam 18 lat już jakiś czas temu i raczej nie wpadnę w panikę, nie zacznę głośno płakać i ani wyrywać się, ale to nie znaczy, że trzeba mi bezsensownie dokładać bólu.

Siedziałam więc wczoraj w gabinecie zabiegowym, w którym pielęgniarz próbował mi wbić wenflon. Tłumaczyłam mu, że tu się nie wbije, że w tym miejscu żyły mi pękają jak balony, że tu chemia się podskórnie wylała – o, proszę zobaczyć, tu odbarwienie po tym jest – on wiedział lepiej. Nie zna mnie, ale wie lepiej. Wbił się, a ja już wiedziałam, że się nie udało. On nadal wiedział lepiej, podłączył kroplówkę, która leciała podskórnie. Syknęłam z bólu. Odłączył kroplówkę. Wyciągnął wenflon, zaczął szukać nowej żyły.

Po 20 minutach oględzin mojej ręki udało mu się znaleźć nową żyłę. Wbił się, udało się, kroplówka podłączona. Leciała za szybko. Bolało mnie. Tłumaczyłam, że za szybko, że boli, szczypie, że żyła pęknie.  W odpowiedzi dostałam kpiący uśmiech, od osoby, która możliwe, że przez całe swoje życie nie miała tyle kroplówek co ja przez jeden dzień. Pielęgniarz wyszedł, a ja zwolniłam kroplówkę. Niestety po jakimś czasie wrócił, przyszła też lekarka, nikt mi nie wierzył w te pękające żyły, kroplówka miała lecieć szybko – poboli i przestanie. Zgięłam rękę w łokciu, tym samym kroplówka znów leciała po mojej myśli, z tym już nic nie mogli zrobić.

Powiesz, że jestem przewrażliwiona, że zachowuję się jak dziecko. Możliwe, ale daję sobie do tego prawo. Daję sobie prawo do nielubienia bólu i unikania go.

Przypominam sobie siebie jako dziecko. Pamiętam jak zostałam wezwana na wbicie wenflonu i pozwoliłam, by jakaś stażystka czy inna praktykantka uczyła się na mnie wbijać w żyły. Zmarnowała mi 9 żył. Pozwoliłam się ukłuć 9 razy. Jako dziecko.

To jest ta jedna rzecz, której nie rozumiem. Dlaczego ludziom dorosłym zadaje się dodatkowy, niepotrzebny ból? Jestem dorosła, a nie ze stali. Boli mnie dokładnie tak samo jak 20 lat temu, a może nawet bardziej, bo jestem sfatygowana chorobą.

Przypominają mi się wszystkie akcje społeczne mówiące za Januszem Korczakiem o tym, że dziecko to też człowiek. W tym kontekście mam ochotę powiedzieć: Dorosły to też człowiek i dlatego, tak samo jak dziecko, odczuwa ból.

(Visited 566 times, 1 visits today)
Navigate