Czerwona sukienka

Będąc wczoraj na ciuchowych zakupach zabrałam ze sobą do przymierzalni wściekło-czerowną sukienkę. Była seksowna i elegancka jednocześnie. Ideał wśród sukienek. Gdy ją przymierzyłam, od razu poczułam się ładna. Otworzyłam drzwi przymierzalni i pokazałam się mężowi.
– No, ładnie – skomentował i uśmiechnął się do mnie.
Odpowiedziałam mu uśmiechem, a następnie spojrzałam w lustro, by jeszcze raz zobaczyć jak wyglądam. W tym samym momencie spojrzałam na swój brzuch. Gdybym w tamtym momencie mogła tę sukienkę z siebie zedrzeć, to bym to zrobiła, ale nie mogłam, więc pokornie ściągnęłam ją tak, by jej nie uszkodzić i zostawilam samotną w przymierzalni.
– Wyglądam w niej jak w szóstym mięsiącu ciąży – pożaliłam się mężowi.
On tylko przewrócił oczami z poirytowania i poszedł do działu męskiego.

Było lato, byłam właśnie na podwórku domu rodzinnego, na którym było wyjątkowo dużo ludzi. Miałam wtedy 19 lat. Miałam na sobie czarną obcisłą sukienkę w białe czaszki. Wpisywała się idealnie w mój ówczesny styl.
– Gdy ja byłam w Twoim wieku, to miałam idealnie płaski brzuch – nagle usłyszałam z ust mojej mamy.
Pomyślałam wtedy, że, gdy byłaś w moim wieku, to nie byłaś po torbie sterydów, ale się nie odezwałam. Lubiłam tę sukienkę, ale to był ostatni raz, gdy ją założyłam.

To był dzień, w którym narodziły się moje kompleksy na punkcie mojego brzucha. Od tamtej pory zawsze jest za duży i zbyt odstający. Dziś nie kupiłabym tamtej sukienki w czaszki, tak jak wczoraj nie kupiłam tej czerwonej, mimo że mój mąż był mną w niej zachwycony.

Wracałam do domu z zakupów i wciąż myślałam o czerwonej sukience i słowach mojej mamy. Nie mam w sobie odwagi, by ją kupić, ale czy naprawde muszę? Czy to takie ważne, jak wygląda mój brzuch? Jest milon innych sukienek (część w mojej szafie), w których wyglądam i czuję się rewelacyjnie. Czy naprawdę musze mieć idealny brzuch?

Biegam trzy razy w tygodniu. Katuję się tylko po to, by zbliżyć się do czerwonej sukienki. Dziś zastanawiam się, czy warto. Nie chodzi o to, że przestanę biegać. Nie przestanę, bo lubię. Dobrze jest robić coś dla siebie. Tylko czy czerwona sukienka jest jedyną i odpowiednią motywacją?

Moja obecna waga jest w normie, nawet nie zbliżyłam się nigdy do nadwagi. Noszę rozmiar S-M w zależności od rozmiarówki sklepu i nigdy nie nosiłam większych ciuchów. Mam 170-cm wzrostu, a moja waga nigdy nie przekroczyła 65 kg. Każdy zdrowy na umyśle człowiek powie mi, że nie jestem gruba. Ja się z nim jednak nie zgodzę, bo brzuch.

Mam tego naprawdę dosyć: dążenia do ideału, który nigdy nie był moim ideałem. Czułam się dobrze w swoim ciele, dopóki ktoś nie postanowił sobie powspominać swojego ciała sprzed 40 lat. Od 8 lat prześladuje mnie to jedno zdanie. Ta krytyka. Jestem tym zmęczona. Nie założę czerwonej sukienki, koniec, kropka. Gdybym się postarała, to pewnie mogłabym, pewnie osiągnęłabym cel, ale szczerze powiedziawszy, za bardzo lubię dobrze zjeść. Na szczęście wciąż istnieją sukienki rozkloszowane, w których wyglądam idealnie.

Piszę to ze złości, by się wyżalić, odpuścić sobie, wypluć z siebie tę truciznę. Jednocześnie chcę Ci przekazać, Drogi Czytelniku, że czasem warto odpuścić. Zwłaszcza, gdy dążysz do ideałów innych ludzi. Nie pozwól sobie wmówić, że coś jest z Tobą nie tak tylko dlatego, że ktoś w Twoim wieku wyglądał inaczej niż Ty.

Cieszę się, że poznałam się z czerwoną sukienką. Zmusiła mnie do reflecji. Mam nadzieję, że w końcu polubię siebie i swój brzuch, bo dziś już nikt nie oczekuje, że on będzie wyglądał inaczej. Najwyższa pora bym i ja przestała tego oczekiwać.

(Visited 688 times, 1 visits today)
Navigate