Czego nauczyła mnie wódka

Miałam 18 lat, gdy upiłam się tak, że urwał mi się film. Wypiłam wtedy (SAMA!) 0,7 litra czystej. Obudziłam się całkowicie nieświadoma tego, co działo się dzień wcześniej. Pamiętałam tylko, że piłam, a ból głowy spowodowany kacem wciąż mi o tym przypominał. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy więcej w życiu tak się nie upiję, bo stan, w którym oddychanie było za trudne, wcale mi się nie podobał. To była pierwsza lekcja, jaką dała mi wódka.

Od tamtej pory nigdy nie piję po całym i staram się nie mieszać ze sobą alkoholi, pozostając wierna całą imprezę pierwszemu, na który się zdecydowałam.

Nie oznacza to, że już nigdy więcej nie byłam pijana. Byłam, a jakże. Ta pierwsza lekcja była jednak kluczowa. Miała mnie nauczyć pić, aby o piciu móc rozmawiać. Wódka miała dla mnie jeszcze sporo ważniejszych lekcji niż to, że popijanie jej piwem to nienajlepszy pomysł.

Nadal zdarza mi się wypić o jednego drinka za dużo i wtedy mój stan zmienia się z „trzeźwa” na „pijana”. Zdarza się też tak, jak choćby wczoraj, że melanż poniesie mnie za bardzo i wtedy nietrzeźwość to zdecydowanie za mało. Określiłabym się wtedy raczej stanem nieświadomej. Nieświadomej tego, że tańczenie nago kankana nie będzie wydawało mi się zabawne, kiedy już wytrzeźwieję.

Gdy więc rano wstałam z głową cięższą od reszty ciała, powlokłam się do kuchni, która była idealnie czysta (znak, że mąż jest na mnie zły), zrobiłam rachunek sumienia i głupot, których narobiłam pod wpływem alkoholu i nagle, w końcu, po latach do mnie dotarło, że nikogo to nie obchodzi.

IMG_6980

Ludzie mają gdzieś wygłupy pijanych ludzi i nawet o najbardziej żenujących sytuacjach w końcu wszyscy zapominają, a nawet, jeśli pamietają, to nie uznają ich za godne opowiadania.

Kiedyś bliska mi osoba balowała w weekend tak, że nie była w stanie o wlasnych siłach wrócić do domu. Było to strasznie żenujące. Dziś nikt o tym nie pamięta, nie rozmawia, a ludzie, których wtedy obrzygała, zdążyli jej wybaczyć.

W momencie, gdy zaczęłam analizować poprzedni wieczór w poszukiwaniu żenujących momentów, zrozumiałam, że ludzie ogólnie maja gdzieś innych ludzi. Nie jesteśmy dla nich tak ważni, by zaprzątali sobie nami głowę.  Nie chodzi tu tylko o zachowanie po pijaku, ale ogólnie, w każdej sytuacji. O ile mój mąż faktycznie ma prawo być na mnie zły, bo nie dałam mu spać, ledwo stałam i w takim stanie wróciłam sama do domu, o tyle wszyscy spotkani przeze mnie ludzie mieli mnie gdzieś. Przejmowanie się tym, co sobie o mnie pomyślą jest bez sensu. Sama nie umiałabym dzisiaj wskazać, kto wczoraj się ośmieszył pod wpływem alkoholu. Dlaczego zatem ktoś miałby tak swietnie zapamiętać mnie, skoro byłam tylko jedną z wielu?

Powiem więcej, ludzie maja w sobie coś takiego, że bardziej przejmują sie opinią pani Krysi spod piątki, nielubianej koleżanki z pracy i pani z warzywniaka niż osób bliskich. Ani razu nie pomyślałam, co mąż sobie o mnie pomyślał, gdy wróciłam nawalona do domu, za to bardzo przejmowałam się tym, co sobie o mnie pomyślała barmanka, która nalewała mi kolejnego drinka.

Czas z tym skończyć. Czas przestać sie przejmować anonimowymi ludźmi, a zacząć tymi, którzy w naszym życiu są ważni. Nieważne, co ludzie powiedzą, co pomyślą, bo tak naprawdę nie pomyślą nic. Brutalna prawda jest taka, że każdy z nas dla 99% ludzi jest zbyt nieistotni, by zwracali oni uwagę na nasze sukcesy i porażki. Świat nie kręci się wokół mnie. Wokół Ciebie też nie. Prawda, której nie umiałam przyjąć. Prawda, która ładnie naprawia życie i światopogląd.

Przerwałam robienie pomelanżowego rachunku sumienia. Podziękowałam wódce za kolejna naukę. Tym razem naukę życia.

(Visited 1 146 times, 1 visits today)
Navigate