Cudowny chłopak i aparaty słuchowe

Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat
– Auggie

Pierwsza książką, którą przeczytałam w nowym roku, jest „Cudowny chłopak” autorstwa R. J. Palacio. Została zekranizowana pod tym samym tytułem. 

Głównym bohaterem powieści „Cudowny chłopak” jest August, dziesięcioletni chłopiec ze zdeformowaną twarzą. Poznajemy Auggiego w momencie, gdy po raz pierwszy idzie do prawdziwej szkoły. Wcześniej korzystał z nauczania domowego.

Książkę gorąco polecam i uważam, że każdy powinien ją przeczytać, ale nie chcę jej teraz recenzować. Pokłoniłam się nad nią ze względu na występujący w niej wątek niedosłuchu. August w pewnym momencie musi zacząć nosić aparat słuchowy.

W książce jest taka scena, gdy siostra Auggiego – Via, wspomina brata sprzed kilku lat. Jej kilkuletni brat bardzo buntował się przeciwko aparatom słuchowym bo – cytuję – „wszyscy się będą na mnie gapić”. Strasznie mnie ta scena rozśmieszyła. Chłopiec, który ma tak zniekształconą twarz, że dzieci zaczynają płakać i uciekać ze strachu na jego widok, a dorośli krzywią się z obrzydzeniem, nie chcą go dotykać, bojąc się, że się czymś zarażą, martwi się, że przez aparat słuchowy ktoś będzie się na niego gapił. Brzmi absurdalnie, prawda?

Tylko wiecie, po przeczytaniu naszła mnie refleksja, że taką reakcję powoduje wieść o aparatach słuchowych, że to jest normalna reakcja. Jeśli dla kogoś ze zdeformowaną twarzą aparat jest takim dramatem, to wyobraźcie sobie, jakim musi być dla kogoś z twarzą całkiem ładną. W reakcji Augusta widziałam swoje obawy, swoją reakcję. Swoją i wielu moich znajomych.

To są także twoje obawy. Nawet jeśli nie nosisz aparatu, nawet jeśli jesteś w pełni sprawny, to jestem przekonana, że kiedyś się czegoś bałeś, a ten strach był absurdalny. Mimo, że wiedziałeś, że twoje reakcje są niedorzeczne to i tak się bałeś, przeżywałeś, zamartwiałeś.

Powiecie: „Nie przesadzasz trochę? Przecież to tylko aparat”. Oczywiście, że przesadzam! Ale wiem to dopiero dziś po 14 latach niedosłuchu. Wcześniej to była tragedia, dramat. Dokładnie swoją historię opisałam tutaj.

Wróćmy do Augusta, który w wieku 10 lat, w połowie roku szkolnego dostaje swoje pierwsze aparaty słuchowe. Z powodu braku małżowin usznych, jego aparaty nie są subtelne, ale zamocowane na specjalnym pałąku, który nosi na głowie. Auggie oczywiście ich nie chce, bo boi się reakcji dzieci w szkole. Teraz już ma świadomość, jakie reakcje budzi jego twarz, więc nie chce dokładać sobie kolejnego dziwactwa. Buntuje się strasznie, ale ostatecznie zaczyna nosić aparaty i idzie w nich do szkoły, a tam nikt się tym nie przejmuje i tu pada takie ładne zdanie:

Dziwna sprawa, że czasem okropnie się czymś przejmujemy, a okazuje się, że to nic wielkiego.

To zdanie jest tak bardzo o mnie. Tak bardzo przez wiele lat, a nawet dziś przejmuję się aparatami, moim niedosłuchem, a to tak naprawdę nic wielkiego.

To niesamowite jak w głowie potrafimy wyolbrzymić swoje wady, defekty, ułomności. Zrobić z tego sprawę wagi państwowej, a tymczasem dla naszego otoczenia to nic wielkiego, nic czym należałoby się przejmować.

To nie dotyczy tylko niepełnosprawności. Ktoś uważa, że ma nie taki nos, uszy, oczy, brzuch, wykształcenie, hobby, rodzinę. Tymczasem w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się to tak bardzo bez znaczenia.

(Visited 417 times, 1 visits today)
Navigate