Co u ciebie słychać?

Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie przesadzam, nie wyolbrzymiam problemu mojego niedosłuchu. Postanowiłam zatem spytać kilka osób o to, jakie one mają ograniczenia i w czym niedosłuch przeszkadza im najbardziej.

Zanim podzielę się z wami odpowiedziami, najpierw wnioski, jakie wyciągnęłam  z tej akcji.

Gdy napisałam na fanpage’u bloga, że poszukuję osób niedosłyszących, zgłosiło się ich bardzo dużo. Gdy w wiadomości prywatnej wyjaśniłam, o co mi chodzi, ponad połowa zrezygnowała (tak wnioskuję po braku odpowiedzi), w tym wszyscy mężczyźni.

Z osób, które zostały, raptem garstka opisała mi swoje problemy. Chociaż wyjaśniłam bardzo dokładnie, że intertesują mnie tylko utrudnienia, to większość opisała mi, jak dobrze sobie w życiu radzi. Osobiście dostrzegam w tym pewien kompleks, przez który nie chcemy przyznawać się do słabości, wolimy udowadniać, że mimo niedosłuchu świetnie sobie radzimy.

Mimo to udało mi się zdobyć kilka wypowiedzi na temat. Zobaczcie, jak moje rozmówczynie odpowiedziały na pytanie: Co jest dla Ciebie najtrudniejsze przez to, że nie słyszysz?

K.:

Ciężko mi wyłonić najtrudniejszą rzecz, bo to w gruncie rzeczy suma tych wszystkich detali, o których przeciętny człowiek, który nie ma problemu ze słuchem, po prostu nie myśli.

Ale chyba najgorzej jest z telefonami. We współczesnym świecie panuje telefonokracja. Ludzie chcą koniecznie rozmawiać przez telefon, przez skype, przez kamerkę na Facebooku. Firmy, które przeprowadzają rekrutacje, dzwonią tylko na telefon, rzadziej wysyłają emaile. Z banku czy z biura obsługi klienta sieci też dzwonią, zamiast napisać SMSa czy emaila. Spróbuj umówić się do fryzjera bez telefonu. Trzeba się przejść albo prosić kogoś, żeby zadzwonił. Większość urzędów informacjami dysponuje tylko pod telefonem, emaile trafiają w pustkę. Najsmutniejsze jest to, że urzędy zajmujące się sprawami osób niepełnosprawnych lub w ogóle instytucje publiczne (np. urząd gminy, miasta) też ignorują emaile, mimo że mają podane jakieś tam kontakty na stronie. Rozmowy przez telefon to tak stały element naszego świata, że bez tego jest zwyczajnie trudno. Tryb głośnomówiący pomaga tylko czasami, jeśli rozmawiasz z osobą mówiącą bardzo wyraźnie, ale na przykład w sklepie go nie włączysz.

Inna sprawa to, cóż, trochę dziwna rzecz, ale niestety, jest problematyczna. Otóż, moje znajomości zależą głównie od tego, jakim głosem posługuje się dana osoba. Jeśli mówi głośno i wyraźnie, i nie ma jakiegoś specyficznego głosu czy akcentu, to świetnie się z nią dogaduję. A jeśli kolega z grupy prosi mnie o pomoc, a mówi cicho, jest nieśmiały i takie tam, to klops. Ciężko się z nim dogadać, prośby o podniesienie głosu tak, abym mogła go zrozumieć, nie skutkują, i kolega odchodzi z wrażeniem, że robię mu na złość i celowo nie chcę pomóc. Najlepiej z takimi osobami dogaduję się na przykład przez fejsbuka. W realu, cóż, wybieram tych, którzy mówią wyraźnie. No i zdaję sobie sprawę z tego, że ciągłe proszenie o powtórzenie czegoś jest denerwujące dla obu stron, więc tak to bywa.

Ach, no i najtrudniejsza część życia studenta – nie wyjdę do żadnego popularnego pubu na piwo, bo będę siedziała przy stole cały wieczór i udawała, że coś rozumiem, mimo że przez głośną muzykę i gwar, nic nie zrozumiem. W tym momencie zazdroszczę osobom, które posługują się migowym – one przynajmniej mogą się dogadać i radośnie napić się piwa gdziekolwiek. Ja muszę prosić znajomych o spotkanie w cichych miejscach.

To chyba tyle z głównych problemów. Ale, jak mówię, to naprawdę złożona sprawa, zapewne można na ten temat napisać pracę licencjacką. Ale najfajniej chyba byłoby, gdyby po prostu ci, którzy nie mają problemów ze słuchem, byli wyrozumiali i nie oskarżali kogoś proszącego o powtórzenie po raz enty czegoś o złe intencje.

Paulina:

W chwili obecnej staram sie funkcjonować normalnie, niestety trochę na swoich warunkach tzn. nie za duże grupy osób, ideałem jest 1 na 1, siadanie z inną mamą na zebraniach szkolnych córki od strony aparatu na wypadek szeptów od sąsiadki, oglądanie filmów z napisami, itp.

Czego nie doświadczam przez wadę słuchu? Słuchanie radia odpada- mowa jest dla mnie niezrozumiała, zlewa się. Słuchawki douszne odpadają-jedno ucho jest zajęte przez aparat. Wszelkie szeptanki, spontaniczne wskakiwanie do jeziora latem, upajanie sie ciepłym deszczem – odpada. Aparat noszę od 20 roku życia- krótko mówiąc wcześniejszy czas był źródłem stresu. Informuję wszystkich o swoim słuchu. Generalnie namawiam osoby niesłyszące do noszenia aparatu, to komfort, którego nie da sie do niczego porównać. Jest taki wybór modeli, że tylko finanse mogą ten wybór zawęzić a i tak te tańsze aparaty to wygrana na loterii.

Dominika:

Zacznijmy od błahych problemów z komunikacją i błędów w rozumieniu przekazu. Potem pojawiają sie konflikty, bo ktoś myśli, że go ignoruję. Konieczna jest informacja, że nie słyszę, inaczej łatwo uznać, że kogoś mam w nosie lub żartuję sobie albo mam coś z głową. Nawet z mężem nieraz są konflikty, bo był przekonany że go usłyszałam, a potem wychodzi, że jednak nie lub nie słuchałam.

Nie przesadzam. Mam normalne problemy, z którymi borykają się wszystkie osoby niedosłyszące. Natężenie tych problemów w dużej mierze zależy od ubytku słuchu i przyczyny jego powstania. Dobrze było się dowiedzieć, że nie jestem sama.

 

(Visited 481 times, 1 visits today)
  • magnolia

    Czy od razu kompleks?
    Ok, to jest faktycznie trochę dziwne/zastanawiające, a jednocześnie intrygujące, że „wady” zamieniają się w „mocne strony”. Ale taki pozytywny przekaz także jest bardzo potrzebny. Oczywiście tak samo ważne jest wskazywanie konkretnych problemów, ale bez takiego jojczenia, narzekania na złą wolę innych ludzi, niemal odgórnie skreślających słabosłyszących czy Głuchych. Ponownie – doskonale wiem, że coś takiego jest (owo spychanie nie(do)słyszących na margines, sama tego doświadczałam) i to jest bardzo złe, że są poważne problemy zarówno na poziomie systemowym, w mentalności, podejściu ludzi do wady słuchu i innych niepełnosprawności, jak i w życiu codziennym, w zwykłej ludzkiej skali (problemy z dogadaniem się z ludźmi, rozmowy telefoniczne). Ale ważne jest też docenienie wysiłków, postępów, jakie osiągnęły osoby nie(do)słyszące i pokazywanie, że takie doświadczenia mogą też „hartować” charakter, inspirować innych.

    Może być też tak, że po prostu potrafimy już radzić sobie jakoś z przynajmniej częścią problemów wynikających z wady słuchu i przyzwyczailiśmy się do nich, więc jakby stają się w mniejszym stopniu problemami.

    Mimo wszystko zgadzam się bardzo z niektórymi przytoczonymi opisami, zwłaszcza z tą uwagą o telefonokracji. Kiedy rozpowszechniły się telefony komórkowe, czaty, maile, strony internetowe – to wszystko uważałam za świetne narzędzia, które zasypią różnice pomiędzy słyszącymi a nie(do)słyszącymi. Ale nadal większość woli rozmowy telefoniczne, a na poziomie instytucjonalnym to jest katastrofa (jak np. ktoś dzwoni z banku i może rozmawiać jedynie z tą osobą, do której dzwoni, a ona zwyczajnie nie podejmie się rozmowy telefonicznej), popularne są różne filmiki, videoblogi, które rzadko są zaopatrywane w napisy, nie mówiąc już o telewizji. Chociaż inaczej to nieco wygląda w przypadku migających, bo oni, żeby komunikować się w swoim języku, potrzebują obrazu/kamery.

    • Ja się z Toba zgadzam, ale nie to jest tematem akurat tej notki. O zamianie wad w zalety było 2 tygodnie temu. O bankach, telefonach, napisach do filmów- to wszystko było już poruszane.

      • magnolia

        W takim razie chyba takie odpowiedzi pokazują przede wszystkim to, że masz dobrą intuicję, wcale nie wyolbrzymiasz problemów, bo wielu przeżywa podobne, tylko może różnie na nie reaguje. I super, że opisujesz wydawałoby się zupełnie oczywiste sytuacje, a takie dla osoby niedosłyszącej stają się mocno problematyczne.

Navigate