Cierpienie musi być brzydkie

„Taka wielka rozpacz, a makijażyk jest” – przeczytałam komentarz do zamieszczonego przeze mnie zdjęcia na fanpage’u bloga.

Minął tydzień odkąd jestem sama z dziećmi. Wciąż nie wiem co się dzieje z moim mężem. Wysłałam mu stos listów, ale nie mam pojęcia czy je otrzymał i czy będzie miał jak na nie odpowiedzieć. To był ciężki tydzień. Codzienność, praca, początek roku szkolnego, pozamykanie spraw męża i wyjaśnianie sytuacji. W tym wszystkim był strach, smutek, roztargnienie, przerażenie, bezradność.

Z pomocą ludzi, bliższych i dalszych znajomych jakoś sobie radzimy. Jakoś ten tydzień przeżyłam. Jakoś, a nie dobrze. Tydzień, który dla mnie trwał całą wieczność. No więc wrzuciłam zdjęcie po tygodniu rozpaczy, jestem na nim w makijażu i to był powód do poddania watpliwości czy faktycznie potrzebuję pomocy, czy faktycznie cierpię.

Ludzie mają pewne oczekiwania względem osób zrozpaczonych i potrzebujacych. Rozpacz musi być brzydka, widoczna gołym okiem. Nie mogę mieć zatem makijażu, pomalowanym paznokci czy ładnych ciuchów. Mój wygląd ma świadczyć o moim stanie ducha. Społeczeństwo tego oczekuje.

Boję się uśmiechnąć, a nie daj Boże zaśmiać w głos. Świat potrzebuje namacalnej rozpaczy. Mali ludzie, którzy chcą poddać wątpliwości wszystko co dobre. Tak, fakt, że boli mnie to tak bardzo, rozdziera mnie od środka świadczy o tym, że w moim życiu jest coś dobrego – miłość. Bez wielkiej miłości nie byłoby wielkiego cierpienia.

Tymczasem nie zwariowałam, nie utonęłam w morzu łez, nie rozsypałam się całkowicie, bo narzuciłam sobie rygor jakim jest codzienne wstawanie i szykowanie się do dnia. Staranniej niż zwykle dobieram ciuchy, maluję idealne kreski na oku, poprawiam odpryski na paznokciach. Gdybym zaszyła się w łóżku, w dresie, pod kołdrą z tłustymi włosami to nie byłabym w stanie przetrwać dnia, a ja muszę działać.

Żeby pomóc sobie, dzieciom i mężowi muszę być gotowa do działania. Pracuję na najwyższych obrotach, wieczorem padając na ryj, bo tylko w ten sposób jestem w stanie nam pomóc. Pomóc sobie to przetrwać. Makijażyk mi w tym pomaga.

Z całego serca zazdroszczę osobom, które tego nie rozumieją. Mam wrażenie, że tylko ktoś kto nigdy nie doświadczył takiego bólu może uznać, że makijaż przeczy cierpieniu. Ten makijaż to moja maska. Ta sama, która mam, gdy uśmiecham się do ludzi w markecie, do dzieci w przedszkolu i ich rodziców.

Mój mąż żenił się z atrakcyjną kobietą. Kobietą z makijażykiem. Po powrocie do domu ma właśnie taką żonę zastać. Taką żonę ma widywać. Nie uda się to gdy całkowicie poddam się cierpieniu.

Tak że, tak – jest wielka rozpacz i makijaż.

(Visited 568 times, 1 visits today)
Navigate