Chwal się!

Miałam kiedyś okazję posłuchać, jak moja znajoma tłumaczy swojemu sześcioletniemu dziecku, dlaczego dzieci w szkole się chwalą – „bo są głupie i nic nie warte. Nie mają nic innego do zaoferowania, dlatego chwalą się rzeczami. Ty jesteś od nich lepszy, bo się nie chwalisz.”

Znajoma nie miała złych intencji, chciała w ten niemądry sposób przekazać swojemu synowi, że liczy się charakter i dobre serce, a nie rzeczy. Problem w tym, że przez przypadek nauczyła swojego syna pogardy do kolegów z klasy.

Przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego tak bardzo zdemonizowała chwalenie się, do tego stopnia, że nazwała dzieci głupimi i nic nie wartymi.

Nie poruszałabym tematu z powodu jednorazowej sytuacji, ale miałam też okazję śledzić podobną dyskusję w internecie i ze smutkiem stwierdzam, że taki pogląd jest wśród rodziców bardzo popularny. Mam świadomość, że jest to odpowiedź na wszechobecny konsumpcjonizm. Jest to jednak odpowiedź niemądra, niewychowawcza i pełna negatywnych skutków. Dziecko nadal będzie pragnęło rzeczy, a dodatkowo będzie pogardzało tymi, którzy się nimi chwalą.

Gdy wygrywałam konkursy, zaręczyłam się, kupiłam fajne buty, wyjechałam na wakacje, spotkało mnie coś miłego, dostałam coś ładnego, to pisałam wam o tym. Chwaliłam się. Czy jestem przez to głupia i pusta? Nie. Jedynie dzieliłam się z wami swoją radością, a wy w odpowiedzi dzieliliście się swoją. Ot, wymiana radości miedzy ludźmi.

Zatem, gdy Młody Starszy zabrał do szkoły wymarzoną zabawkę, na którą od dawna zbierał, by pokazać ją kolegom – pochwalić się, to nie miał na celu wywyższyć się, a jedynie podzielić swoją radością. Tak samo, gdy dostał w prezencie plecak Minecraft, to nie mógł się doczekać, aż pójdzie do szkoły, by pokazać go kolegom, którzy tak samo jak on są fanami tej gry. Czasem wraca do domu i opowiada z przejęciem o tym, co przynieśli jego koledzy. Nie opowiada o tym ze smutkiem i poczuciem, że jest gorszy, bo sam takiej zabawki nie ma, a z radością, bo w szkole działo się coś nowego. Ten kolega też się przecież chwalił. Mój syn jednak nie odebrał tego negatywnie, a dzielił jego radość. Dlaczego? Bo nigdy nie dałam mu do zrozumienia, że chwalenie się to coś złego, a nauczyłam, jak reagować na radość innych.

W domu, miedzy sobą też się przecież chwalimy – po to, byśmy wszyscy mogli skorzystać z radości jednego z nas. Wychodziłoby na to, że całą rodziną jesteśmy nic nie warci, bo umiemy cieszyć się z wzajemnych sukcesów.

Zabieranie zabawek do szkoły i przedszkola ma dodatkowe plusy. Dzieci mają swoje zainteresowania, coś w danym momencie jest popularne i możliwość brania udziału w rozmowach na te tematy buduje miedzy dziećmi więź. W szkole Młodego Starszego był szał wśród chłopców na zbieranie kart piłkarzy. Chłopcy przynosili albumy i wymieniali się między sobą lub oddawali karty, które wielokrotnie się powtórzyły. Gdy trafiła się karta z serii limitowanej to obowiązkowo trzeba było przynieść do szkoły i się pochwalić. Dziecko pozbawione tej możliwości nie przestałoby być lubiane, ale na pewno na okres tego szaleństwo byłoby nieco wykluczone towarzysko.

W pierwszej klasie Młody Starszy raz wrócił oburzony do domu i spytał, czy może zabrać na drugi dzień do szkoły jakąś zabawkę. Już nie pamiętam jaką. Chodziło o to, że kolega z klasy nie uwierzył mu, że takową posiada. Z dorosłego punktu widzenia sprawa wydaje się błaha – nie wierzy, to trudno, nie musisz mu nic udowadniać. Z punktu widzenia dziecka to może wyglądać nieco inaczej. Dla mojego syna bardzo ważne było udowodnić nie tyle, że posiada tę zabawkę, a raczej to, że nie kłamał. Zabawkę zabrał, pochwalił się koledze, a ten już nigdy więcej nie zarzucił mu kłamstwa.

Czasem bywa tak, że dzieci same proszą, by inne dziecko coś przyniosło i się tym pochwaliło. Nie mów mi, że nigdy tak nie masz. Gdy moja siostra pisze mi, że kupiła sobie nową sukienkę, to zawsze proszę, by mi ją pokazała, chcę żeby się pochwaliła.

Chwalenie się będzie bolało ludzi niezadowolonych ze swojego życia. Tych, których sukces i radość innych boli. Ludzie umiejący się cieszyć ze szczęścia innych nie będą demonizować chwalenia się, a wręcz będzie ono przez nich mile widziane. Radość z cudzych radości to dwa razy więcej radości dla mnie. Gdy wygrałam tatuaż i pochwaliłam się tym, to jedna znajoma napisała mi wtedy – ucieszyłam się, jakbym to ja wygrała. To jest piękne.

Właśnie tego powinniśmy uczyć swoich dzieci – dzielenia się radością i przyjmowania cudzej radości, a nie pogardy dla osób, które się chwalą, bo dzielenie się radością to zawsze jest chwalenie się. Poza tym, naprawdę, to normalne i naturalne, że gdy dzieje się u nas w życiu coś dobrego, albo mamy coś ładnego to chcemy to pokazać.

(Visited 1 197 times, 1 visits today)
Navigate