Chemia hypoalergiczna czyli test CroenHypo

Bardzo lubię, gdy w domu jest czysto, ale – tak, tak, dobrze myślisz – nie lubię sprzątać. W związku z tym w moim domu za sprzątanie biorę się dopiero wtedy, gdy jest naprawdę brudno. Częściej moje sprzątanie polega na posługiwaniu się trikami, aby wydawało się, że jest czysto. Na przykład umycie podłogi sprawia, że mieszkanie całe wydaje się posprzątane. Tymczasem kurz zalega na meblach, ale na to już nikt uwagi nie zwraca.

W sprzątaniu nie pomaga też mąż, który, gdy tylko widzi, że zabieram się za sprzątanie, woła z kanapy: „zostaw to i chodź się przytulić”. Nie wiem jak wy, ale ja wolę przytulać się do męża niż czyścić muszlę klozetową.

W końcu jednak nastaje ten dzień, gdy muszę posprzątać, bo np. ma mnie odwiedzić mama albo zbliża się Boże Narodzenie, albo pies ma urodziny, albo dostałam od CroEn Hypo do przetestowania ich środki czyszczące.

Do produktów hypoalergicznych, a w szczególności tych czyszczących podchodzę sceptycznie. Zawsze wydawało mi się, że skoro coś jest delikatne dla mnie i środowiska, to takie samo będzie dla brudu. Dlatego w moje kuchni prym wiodły środki tak chemiczne, tak mocne, że oczy łzawiły od oparów, ale dla brudu były bezlitosne. Niemniej zdecydowałam się na chwilę odstawić te wyciskacze łez i wyszorować mieszkanie środkami hypoalergicznymi.

Na pierwszy rzut poszła łazienka, a więc do boju wkroczył płyn do mycia AGD, kuchni i mebli, czyli dokładnie mający to samo zastosowanie co jego żrący odpowiednik, którego do tej pory używałam.

Zaczęłam sprzątać i… nie dostrzegłam różnicy w mocy czyszczenia. Osad z mydła, kamień, brud – wszystko schodziło bez problemu. Naprawdę byłam zszokowana, że to czyści z taką mocą. Gdyby ktoś próbował mnie do tego przekonać, tak jak ja was teraz, to i tak bym nie uwierzyła, mój sceptycyzm był zbyt głęboki. Ponieważ osobiście brałam udział w tym sprzątaniu to widziałam na własne oczy.

No, ale łazienka to jedno, prawdziwa wojna miała zacząć się w kuchni. Spojrzałam na swoją oblepioną brudem kuchenkę, bo nikt nie wpadł na pomysł by rozlany tłuszcz, sos i Bóg jeden wie co jeszcze wytrzeć, zanim zaschnie na dobre. Wzięłam ten sam płyn, którego używałam w łazience, na nowo dokładnie przeczytałam sposób użycia – popsikać, poczekać aż powierzchnia się „namoczy”, wytrzeć. Wiecie, nie chciałam by wyszło, że zrobiłam coś źle i dlatego brud nie został usunięty, bo to, że nie zostanie usunięty było dla mnie logiczne. Na bakier jestem z logiką, bo ten płyn na nowo mnie zaskoczył i serio wszystko usunął.

Do mycia kafelków lubię mieć miskę z wodą i jakimś płynem „uniwersalnym”. CroEn Hypo ma w swojej ofercie płyn do mycia paneli, podłogi i płytek i to właśnie jego tym razem dodałam do wody. Niewątpliwie jest znacznie wydajniejszy od płynu, którego używałam dotychczas i znacznie lepiej czyści, a naprawdę nie kupowałam do sprzątania bubla.

Przejdźmy do płynu do szyb i stali nierdzewnej. Umyłam szyby, lustra, kilka metalowych części, które udało mi się znaleźć w domu i po prostu zostały umyte. Nie widzę żadnej różnicy w czyszczeniu między tym płynem, a jego chemicznym odpowiednikiem z wyższej półki. Te najtańsze pozostawiają okropne smugi.

Ponieważ mam w domu sporo zwierząt: trzy koty i psa molosa, to w moim domu utrzymuje się zapach zwierząt, który zwalczałam sprzątaniem i świecami zapachowymi. Najwięcej w tej kwestii dawało mycie podłogi płynem o jakimś zapachu np konwalii albo jaśminu. CroEn hypo ma w swojej ofercie również płyn do czyszczenia drewna w tym podłóg. Po przetestowaniu poprzednich produktów już nie wątpiłam w siłę czyszczenia, ale producent próbował mnie przekonać, że jego produkty są bezzapachowe i w kwestii płynu do podłóg, uznałam za minus brak zapachu, bo obawiałam się, że nie pozbędę się zapachu zwierzaków. 

Bezzapachowy oznaczał tyle, że nie ma żadnych sztucznych aromatów, a jedynie zapach użytych składników. Każdy produkt ma delikatny, przyjemny zapach, ten do podłogi też. Jest subtelniejszy niż fiołkowe płyny, których do tej pory używałam, przez co okazał się też milszy dla czułego nosa moich zwierzaków. Dopiero gdy myłam podłogę oraz ścierałam brud i zapach, dotarło do mnie, że każde takie sprzątanie to dramat dla nosa mojego psa.

No, ale skoro dla brudu produkty CroEn Hypo były bezlitosne to jakie były dla mnie i mojej skóry? Mówiąc w skrócie: ok. Na pewno obeszły się ze mną łaskawiej niż płyny i pianki, których używałam dotychczas. Nie musiałam wsmarować w dłonie po sprzątaniu połowy tubki kremu do dłoni, a paznokcie miałam twarde, a nie zmiękczone tak, że mogłam je wyginać.

Jeśli mamy w domu dzieci, które zaczynają samodzielne sprzątanie ze środkami czyszczącymi, to warto wziąć pod uwagę kupno tych produktów. Są bezpieczne dla dzieci i jeśli dziecko przez nieuwagę psiknie nim w oko, to wystarczy przemyć wodą i mocno przytulić. Przetestowałam na sobie, choć mnie nikt nie chciał przytulić. Jeżeli weźmie łyka, to sobie wnętrzności nie wypali. Tutaj musimy uwierzyć na słowo etykietce, bo tego testować odwagi nie miałam. Powiem wam, że jestem z tych wyluzowanych matek, które nie wpadają w panikę, bo ich dziecko zjadło parówkę, ale gdy moi chłopcy sprzątali pokój przy użyciu dostępnych w domu środków czyszczących to, znając możliwości tych płynów, zawsze miałam pewną obawę czy nic sobie nie zrobią. Teraz bez obawy zostawiam ich ze ścierkami i butelką płynu.

Podsumowując:

Plusy:

  • Hypoalergiczność
  • Łagodny dla skóry
  • Mocne działanie czyszczące
  • Bezpieczny dla zwierząt i dzieci

Minusy:

  • Ja nie stwierdziłam. Nie znam też konkurencyjnych produktów, bo, jak we wstępie wspomniałam hypoalergiczność nie szła dla mnie w parze ze skutecznością czyszczenia. Ten środek poznałam, polubiłam i od dziś swoją duszącą i wyciskającą łzy chemię zamieniam na niego.
(Visited 145 times, 1 visits today)
Navigate