Całuj, bo dzieci patrzą!

Temat kłótni przy dzieciach podjęto już nie jeden raz. Fajny tekst o tym m.in napisała Nishka. Nie będę powielać tematu, bo zgadzam się z tymi, którzy napisali, że kłócić się przy dzieciach należy. Dziecko musi widzieć, jak rodzice się kłócą, a później godzą. Tylko zanim zaczniesz się kłócić przy dziecku, upewnij się, że umiesz się kłócić.

Wiemy, co robić z kłótnią, jak się kłócić, a co z pozytywnymi emocjami? Co z okazywaniem miłości? Wydawało mi się, że na ten temat nie trzeba nic mówić, że logiczne jest, że, skoro chcemy okazywać emocje negatywne (podczas kłótni), to tym bardziej te pozytywne. Myliłam się.

Spotkałam się ostatnio z wypowiedzią pewnej pani, że ona z mężem się przytulają, całują, łapią za rękę, flirtują ze sobą itp. tylko, gdy dzieci nie widzą. Nie była w tym odosobniona. Jeszcze inna kobieta uważała, że jej rodzice ślub wzięli z jakiegoś obowiązku, bo nigdy żadnych ciepłych uczuć sobie nie okazywali. Okazało się, że okazywali pisząc do siebie listy miłosne, mimo że mieszkali pod jednym dachem. Ktoś jeszcze twierdził, że uczucia to coś intymnego, z czym nie powinno się afiszować. No i mój ulubiony argument, bo powtarzany przez moją babcię – dziecko też będzie chciało. To znaczy: będzie chciało całować się.

Jako dziecko wyłapywałam te momenty, w których moi rodzice okazywali sobie cieplejsze uczucia. Uwielbiałam je wychwycić, wiedzieć, że moich rodziców łączy coś więcej niż dzieci.

Kłócąc się przy dziecku pokazujemy mu, że kłótnia to część życia, że to coś normalnego i każdemu się zdarza. Godząc się przy nim, uczymy je sztuki godzenia się, pokazujemy, że nawet po najgorszej kłótni można, wręcz trzeba, pogodzić się. Okazując sobie miłość przy dziecku, nauczymy je okazywać uczucia i emocje. Nie teraz i nie nam, ale swojej przyszłej partnerce, żonie/mężowi. Nauczymy je, że miłość jest ważna, że nie należy jej się wstydzić, a ją szerzyć. Wychowamy wrażliwego, otwartego człowieka, dla którego mówienie o miłości nie będzie czymś dziwnym. Będzie potrafił kochać swoją żonę i jej to okazać, bo będzie pamiętał z własnego domu i dzieciństwa, że rodzice kochali się i nie chowali z tą miłością po kątach.

Odnosząc się jeszcze do argumentu mojej babci, który też jest dość powszechny, a mianowicie, że dziecko też będzie chciało się  całować: Istotne jest wskazanie różnicy między okazywaniem uczuć jemu, a jego tacie/mamie. Synów przytulam i całuje inaczej, a ich tatę, czyli mojego męża, inaczej. Dziecko samo dostrzeże różnicę i nie będzie chciało wychodzić ze swojej strefy.

W moim domu jest kilka rodzajów miłości: matczyna, ojcowska, braterska, małżeńska. Wszystkie są okazywane i pięknie się uzupełniają. Nie chowamy się z nią, pokazujemy sobie wszyscy, że się kochamy i jesteśmy dla siebie ważni.

Róbcie to samo. Na tym świecie i tak jest zdecydowanie zbyt mało miłości, by tą, która istnieje, ukrywać gdzieś głęboko przed światem i swoimi dziećmi.

(Visited 430 times, 1 visits today)
  • ona

    Bardzo fajny tekst! 🙂 Ja w domu byłam wychowywana głównie w kłótniach z racji wiecznie pijanego ojca, ale rodzice też okazywali sobie uczucia bo mimo wszystko z jakiegoś powodu się pobrali. Teraz kiedy mieszkam (niestety) u teściów to (poza tym że nic co mnie dotyczy nie jest mile widziane) to uważają że przy dzieciach nie wolno się kłócić a już napewno nie jeśli wina leży po stronie mojego partnera. Oczywiście okazywanie uczuć tych dobrych czyli przytulanie, całowanie, trzymanie się za ręce itp. jest nie na miejscu.

  • Doskonały tekst. Nie ma nic bardziej głupiego od chowania miłości. Dzieci uczą się od nas, jeśli my nie będziemy umieli okazywać uczuć, jak oni mają to potem czynić?

  • Kiedyś napisałam post „pokaż miłość rodzicu” , a ostatnio pisałam na naszym fb, kiedy rano żegnałam męża do pracy, nieco dłużej niż zwykle, choć córka już ‚odebrała’ odmierzoną na palcach liczbę buziaków na do widzenia, spojrzała na nas i przybiegła wołając: „Miłość, to miłość”… , by też się przytulić. Za nią oczywiście młodszy brat, więc po chwili tuliliśmy się całą rodziną. Zgadzam się, miłość trzeba pokazywać. I należy uczyć dzieci okazywania tej miłości.

  • Bardzo piękny post. Pięknie opisałaś temat okazywania miłości. Ale mnie też zainteresowało, że piszesz o tym, że kłótnia każdemu się może zdarzyć, bo wielu rodziców przeświadczonych jest, że kłótnia to coś czego dzieci nie powinny widzieć. I myślę, że m.in. dlatego gdy młodym ludziom coś nie wychodzi od razu, to szybko rezygnują i zrywają ze sobą, bo uważają, ze jedna wymiana zdań (czy kłótnia) to już powód do rozstania.

    • O dzięki za ten komentarz. tez tak własnie pomyślałam, że ludzie wchodzą w dorosłość z przeświadczeniem, że w miłości nie ma kłótni i kiedy im się zdarza, to zaraz rozstanie, albo po prostu nie potrafią się kłócić.

      • No właśnie. Pewnie jedno i drugie wchodzi w grę. Czasami mam wrażenie jakby ludzie zaczęli uważać, że związek dwóch osób jest tylko na „dobre”, a gdy przychodzi „złe”, to rezygnują ze związku.

  • Gdy sięgam pamięcią wstecz to tak naprawdę nie pamiętam, aby moi rodzice kiedykolwiek całowali się w moim towarzystwie, co jest jakby na to nie spojrzeć dość smutne.

    • Moi rodzice też nie, dlatego byłam w ogromnym szoku, gdy wreszcie do mnie dotrało, że musieli się nie tylko całowac bym pojawiła się na tym świecie.

  • Przy dzieciach trzeba po prostu żyć, a okazywanie uczuć czy to pozytywnych, czy negatywnych to część tego życia. Trzeba się przy dziecku całować, jak trzeba, to i pokłócić, potem pogodzić, aby samo umiało sobie w przyszłości poradzić z różnymi emocjami.

  • Bardzo mądrze piszesz tylko, że większość ludzi ma problem z kłótnią , tak naprawdę nie powinno być żadnych kłótni lecz rozmowa kulturalna i na poziomie, w której wyrażamy swoje zdanie i próbujemy dość do jakiś kompromisów. Słowo kłótnia bardzo mi tu nie pasuje , ludzie powinni wyprzeć kłótnie zastępując ją dialogiem . Kłótnia to gwałtowna i ostra wymiana zdań, dla tego uważam , że jeśli używamy tej metody rozwiązywania problemów to róbmy to jednak nie przy dzieciach. Tak więc w twoim tekście zastąpiłabym słowo kłótnia jakimś innym.

    • Po pierwsze nie 0idzie się nie kłócic, gdyż właśnie kłótnia to emocje. Tym kłótnia różni sie od dyskusji, że w grę wchodzą też emocję, a nie tylko wymiana argumentów. Po drugie, można się kłócić na poziomie, mimo tych wszystkich emocji. Po trzecie, dzieci powinny wiedzieć, ze lduzie też się kłócą, ze kłótnia nie ejst czymś abstrakcyjnym, tylko zdarza się każdemu. Inaczej wychowamy ludzi, którzy przy pierwszje kłótni z partnerem postawią na związku krzyżyk, bo przecież rodzice się nie kłócili. Po czwarte i najważniejsze, nie chodzi o to, by się nie kłócic, ale o to, by umieć się pogodzić.

      Ja nie uznaje kompromisów. Kompromis sprawia, że żadna ze stron nie jest zadowolona. Należy znaleźć rozwiązanie, które zadowoli każdego bez kompromisów.

      • Ja żyje obecnie od siedmiu lat w związku i nie kłócimy się lecz panując nad emocjami wymieniamy swoje zdania, zapatrywania, wątpliwości…..Nad emocjami należy starać się panować.Nie zgadam się, że dzieciom trzeba pokazywać iż kłótnia, to nieodłączny element naszego życia, bo to nie prawda. To że ludzie nie raczą się opanowywać i wszędzie wszyscy sie kłócą i jest na to ogólne przyzwolenie, a kłótnia stała się jedną z form przekazu, to nie znaczy że jest to dobre a wręcz uważam, że powinniśmy zacząć pracować nad tym, by wyeliminować to z naszych relacji z drugim człowiekiem.

        • Tłamszenie negatywnych emocji jeszcze nikomu na dobre nie wyszło. To takie udawanie, że ich nie ma, a są i się kumulują.

          Wole pozwolić dziecku na posiadanie negatywnych emocji, na ich zrozumienie i wyładowanie, niż przekazywac mu, że zawsze musi nad nimi panować i nie wolno mu być zdenerwowanym, a nie daj Boże okazać otoczeniu to zdenerwowanie.

          • Nie chodzi o to, że komuś czegoś nie wolno lecz o to, by zapobiegać negatywnym emocją i rozwiązywać problemy na bierząco i na spokojnie a nie kumulować je w sobie i wyrzucać je z siebie podczas kłótni . Wcale nie trzeba niczego w sobie tłumić naszym emocją można dać ujść w ciekawszy sposób niż ranienie innych a właśnie do tego dochodzi podczas kłótni i rozmów pod wpływem emocjonalnych wybuchów. Ja po prostu rozmawiam i jak coś mi się nie podoba to o tym mówię, a mówię po to, by np mój partner wiedział że coś mi nie pasuje a nie by mu dojebać że jest zły i niedobry. NIe że nie wolno być zdenerwowanym lecz że trzeba unikać zdenerwowania i pracować nad tym. Po co się denerwować skoro to niezdrowe dlatego rozmowa , rozmowa i jeszcze raz rozmowa na poziomie ,bez chorych emocji złości i zdenerowania ….

          • Odnoszę wrażenie, że całkowicie inaczej rozumiemy, to czym jest kłótnia.

          • No cóż słowo kłótnia ma swoją definicję. Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby nie całować się z mężem przy córce. Są takie intymne sytuacje, które ukrywamy przed córką (albo- staramy się, a wychodzi różnie;)), ale przytulanie, trzymanie się za ręce, pocałunki to piękne formy okazywania sobie uczuć- chcemy uczyć nasze dziecko miłości od najmłodszych lat.

Navigate