Bierzmy przykład z dzieci

Nigdy w życiu nie pomyślałam, że niedosłuch może mnie dyskwalifikować jako mamę. Zostałam mamą w bardzo młodym wieku i uważam, że ta rola całkiem nieźle mi wychodzi. Daleko mi do ideału, popełniam błędy, ale są to błędy, które popełniają wszyscy rodzice. Niedosłuch w macierzyństwie mi nie przeszkadza.

Dzieci i niepełnosprawność – to w ogóle bardzo ciekawa sprawa. Dorośli mogliby wiele nauczyć się od dzieci.

Mam kontakt nie tylko ze swoimi dziećmi, ale także z ich kolegami i koleżankami. Dzieci jak to dzieci – zawsze mają coś do powiedzenia. Głos dziecka jako dźwięk jest dla mnie nie do przyjęcia. Dzieci na ogół mają głos cieniutki i piskliwy, przez co dla mnie trudny do zrozumienia. Dzieci mają jednak coś jeszcze – cierpliwość.

Gdy moja znajoma powiedziała swojej córce, ze musi do mnie mówić wyraźnie, mała Zet nie pytała, po co i dlaczego. Nie patrzyła na nikogo dziwnie ani mnie nie oceniała. Po prostu zaczęła mówić wyraźnie. Tak wyraźnie, że, gdybym nawet chciała jej nie rozumieć, to by mi się nie udało.

Zet nie jest w tym odosobniona. Jej siostra Wu, a także moje dzieci potrafią do mnie sylabizować, bym tylko zrozumiała, co mają do powiedzenia. Potrafią powtórzyć to samo zdanie nieskończenie wiele razy, bo dzieci po prostu chcą, żebym zrozumiała, chcą mieć ze mną kontakt, nie poddają się, nie przewracają oczami ze zniecierpliwieniem, nie machają na mnie ręką, nie odpuszczają. Dla dzieci jest absolutnie naturalne, że, jeśli ich nie zrozumiałam, to muszą powtórzyć i powtarzają do skutku.

Moi synowie wiedzą, kiedy udaję, że ich słucham i potrafią mi wprost zwrócić uwagę: „Mamo, Ty mnie nie słuchasz”. Wymagają ode mnie słuchania, bo sami starają się mówić tak, żebym słyszała. Dostosowują się do mnie. Nauczyli się, ze nie mogą zakrywać buzi, gdy do mnie mówią, że muszę na nich patrzeć i nie mają z tym żadnego problemu. Ani oni, ani ich koleżanki i koledzy.

Problem z moim niedosłuchem mają tylko ludzie dorośli i tak sobie myślę, że czas, by wzięli przykład z dzieci. Serca dzieci słyszą.

(Visited 338 times, 1 visits today)
  • Sonia Doktór

    Moja babcia odkąd pamiętam niedosłyszy, co jak w przypadku Twoich dzieci wykształciło u mnie naturalność, że do niedosłyszących mówi się powoli, głośniej i wyraźnie. Jasne, że czasem jestem czymś tak podekscytowana, że zaczynam mówić do babci szybko ale po minie od razu wiem, że tylko udaje że rozumie co do niej mówię i od razu „studzę swój zapał” i powoli zaczynam od nowa. Jedyne co mnie wkurza to to, że jest to kobieta uparta, która zakupiła specjalny aparat słuchowy za jakieś kosmiczne pieniądze i go nie nosi! Powodem są szumy, jak to mówi i tłumaczenie jej, że te szumy to całe otoczenie nie tylko to co się do niej mówi, nie przemawia na korzyść aparatu bo po tylu latach (niedosłuchu nabawiła się podczas wojny jako półtoraroczne dziecko, bo pocisk przeleciał koło jej ucha uszkadzając bębenek w tak znacznym stopniu, że się nie zregenerował) wreszcie wyraźnie wszystko słyszała. W sumie cóż się dziwić – gdybym ja przez przeszło 75 lat słyszała tylko to co się do mnie mówi wprost a później zaczęła słyszeć szumy otoczenia, to nie mogłabym się skupić na rozmowie. Jednakże chciałabym przekonać babcie do noszenia aparatu, bo do tego niedosłuchu związanego z pęknięciem bębenka dochodzi niedosłuch drugiego ucha związany z wiekiem… Teraz do babci trzeba prawie krzyczeć, żeby usłyszała… Co gorsza mój narzeczony nie ważne jak się stara to nie potrafi mówić na tyle głośno, żeby moja babcia go usłyszała (on nawet nie krzyczy jak się zdenerwuje, serio o.O ) i za każdym razem albo ja albo mama musimy jej powtarzać co Piotrek jej powiedział…

    • Przede wszystkim te szumy, o ktorych mówisz, to nie są szumy otoczenia. Wprowadzacie babcię w błąd, nic dziwnego, że babcia się boi słyszeć taki świat. Powtarzałam to już milion razy – w aparacie trzeba nauczyć się słuchać. Te szumy to sa lepszej jakości dźwięki, do których ucho nie jest przyzwyczajone. Aby się ich pozbyć trzeba regularnie nosić aparat. Pierwsze ustawienie aparatu przy kupnie, po 2 tygodniach następne, po miesiącu kolejne, po pół roku i po roku, a nstępnie według potrzeb.
      Jeśli ten wypasiony aparat ma więcej niż 5 lat czas kupić nowy, a najlepiej 2 skoro i na drugie ucho babcia coraz gorzej słyszy. W ten sposób nauczy się w nich słuchać lepiej niż tylko w jednym.
      Niemożliwe jest słyszeć tylko mowę, a żadnych dźwięków. Wręcz jest odwrotnie – słyszy się dźwięki, ale nie odbiera poprawnie mowy, zwłaszcza jeśli babcia miała niedosluch tylko na jedno ucho. Jeśli choć jedno ucho jest sprawne choć w części, to dźwięki otoczenia docieraja do odbiorcy. Tu wróciłam do tych szumów, ktore – powtarzam – nie sa dźwiękami otoczenia, a reakcją organizmu na aparat.

      • Sonia Doktór

        Mimo wszystko, bez noszenia aparatu się nie przyzwyczai. O tych „szumach otoczenia” to napisałam, bo tak wyraził się ten pan, który robił jej ten aparat i on też powiedział jej że po pewnym czasie przestanie je słyszeć, bo się przyzwyczai (niestety babcia to kobieta uparta). Na szczęście aparat jest nowy, ma niespełna 1,5 roku. Tylko jak ją przekonać żeby go wreszcie nosiła?

  • Asia Kosecka

    Dorośli z wiekiem idiocieją. Głównie dlatego, że zbyt szybko zapominają, jak to jest być dzieckiem.

Navigate