Beznadziejnych ojców znam z imienia i nazwiska

Wkurzyłam się. Znowu. Tym razem jednak wkurzyłam się mocniej. Przypomniałam sobie, że nie bez powodu w swoim matczynym życiu trzymałam się z daleka od wszystkiego co w internecie rodzicielskie. Postanowiłam jednak wyjść za mąż. Całkiem dobrze z resztą, ale od tej pory rodzicielską częścią internetu zajmuje się zawodowo. Piszę, przeglądam, redaguję, banuję, czytam. Czytam blogi, artykuły, a przede wszystkim czytam komentarze. Czytam te komentarze i krew mnie zalewa.

Odkąd czytam, odtąd znam wszystkich wyrodnych ojców z imienia i nazwiska. Wiem jak wyglądają, wiem jak wygląda ich żona, dzieci, pies, kotka i rybki, a przede wszystkim wiem, że są beznadziejnymi ojcami. Wiem, że nie radzą sobie w tej roli, dziećmi się nie zajmują, żonie nie pomagają.

Wiem to wszystko, bo taka Matka Polka Cierpiąca dorwała się do internetu, konto na Facebooku założyła i pod każdym artykułem przesiąkniętym stereotypami o tym, jacy ojcowie są beznadziejni, wylewa swoje żale. Gdyby tylko te żale wylewała, napisała że jej trudno, to bym jeszcze zrozumiała. Wszystkim czasem jest trudno, każdy może szukać wsparcia i zrozumienia u podobnych sobie. Rzecz w tym, że dla niej to za mało. Otóż ona musi koniecznie oznaczyć w poście swego wybranka, by się na pewno dowiedział, jaki jest beznadziejny, by się dowiedzieli inni ludzie. Czytam później komentarze w stylu „Krzysiek musisz to przeczytać” „Mariusz to o Tobie” „To jak z moim Mirkiem” „Może kiedyś mój Wojtek ogarnie się” itp. Rzecz. W tym, że w konto Krzyśka, Mirka i Mariusza może kliknąć każdy. Obejrzeć sobie go od góry do dołu. Już się jego żona o to postarała.

Ja już kiedy pisałam, że o mężu źle się nie mówi, nie, bo nie. Jednak oznaczanie znajomych nam ludzi przy nieprzychylnych, krytykujących ich postach to jest coś czego nie robi się wrogowi, nie mówiąc już o mężu.

Teraz sobie wyobraź, że to Twój mąż Ciebie oznacza w poście o beznadziejnych matkach, które dziećmi zająć się nie umieją, herbatę na wodę przypalają. Jakbyś się z tym czuła? Mnie byłoby cholernie przykro. Co więcej, czułabym się upokorzona. Najbliższa mi osoba ośmieszyła mnie i skrytykowała publicznie. Przemyśl to.

Nawet jeśli ten mąż to faktycznie dupa wołowa, a nie ojciec, nie wie, ile dziecko ma lat i jak właściwie ma na imię, to nie jest to powód do publicznego ubliżania mu. Załatw to ze swoim mężem – w domu, prywatnie, za pomocą rozmowy, a nie Facebooka. Takiego sobie tego męża wybrałaś, więc albo coś zmień albo sobie z nim cierp. Przede wszystkim jednak zmień swoje zachowanie i stosunek do ojca swojego dziecka. Ubliżając mu i ośmieszając go publicznie nie sprawisz, ze stanie się wzorowym ojcem. Co najwyżej przekonasz go, że matka jego dziecka to niemądra zołza.

(Visited 4 724 times, 1 visits today)
  • Brawo za ten tekst Dziewczyno <3 ja też uważam, że do może zamiast wylewać pomyje w pierwszym lepszym miejscu w Internecie, lepiej może porozmawiać i przedyskutować potrzeby…w domu?

  • Absolutnie zgadzam się z tym wpisem. Obserwuję też odwrotną tendencję kobiet co do siebie samych. Gdy artykuł mówi o bledach rodzicielskich lub partnerskich, gro pań musi poprawiać sobie humor pisząc jakie to one są za…..E bo tak nie robią i świetnie wszystko ogarniają. A jak któraś pokornie przyzna się do swoich słabości to jest delikatnie mówiąc Łoś… Więcej samokrytyki, a mniek krytyki. Pozdrawiam

Navigate