A kiedy dorosnę…

Skończyłam dziś 29 lat. Został mi juz tylko jeden krok do zostania trzydziestoletnią panią. Stateczną, dorosłą panią, której nie wolno nosić trampek i koszulek z nadrukami, jak to twierdzono w pewnym, sławnym artykule. Jednak póki co wciąż mogę nosić te rzeczy – co za ulga.

Mam 29 lat, dwójkę dzieci, męża, psa, dwa koty, pracę, samodzielność. Mam też opaskę z rogiem jednorożca, brokatowe buty z różowym pomponem, ciuchy z działu dziecięcego i strój kota.

Spędzam czas: nad planszówkami, grając na playstation, nad szklanką whisky z colą, czytając książki Bukowskiego i tanie romanse, jeżdżąc na sankach, grając w Simsy, oglądając seriale, na konferencjach prasowych, pisząc teksty, na onkologii dziecięcej, na przedstawieniach w przedszkolu, w urzędach, na imprezach, bawiąc się w salach zabaw.

Jakiś czas temu, gdzieś w internecie, na blogu (wiadomo), przeczytałam tragiczny artykuł o tym, czym różni się kobieta od dziewczynki. Autorka, zafascynowana swą nagłą dorosłością, całkowicie gówniarsko i dziecinnie napisała m.in., że kobieta czyta książki, a dziewczynka ogląda seriale, że dziewczynka pokazuje ciało, a kobieta zakrywa się wręcz wstydliwie, że dziewczynki mocno się malują, a kobiety są oszczędne w makijażu. Napisała jeszcze wiele innych głupot. Czytałam je z tą opaską jednorożca na głowie, w przerwie między odcinkami Suits.

Odkąd doszłam do wniosku, że bycie dorosłym jest do dupy, buntuję się przeciwko dorastaniu. Nie zauważyłam, że to się dzieje samo.

Dorosłość chcemy mierzyć w konkretnym zachowaniu i wyglądzie, tymczasem dorosłość to umiejętność dostosowania się do konkretnej sytuacji. Gówniarstwem by było iść w stroju kota na spotkanie biznesowe, a nie samo w sobie posiadanie takiego stroju. W koszulkach w My Little Pony potrafię równie mocno wspierać męża jak w szarej garsonce. Mogę mieć własne mieszkanie i pracę i być wciąż niedorosłym bachorem. Nieważne, czy właśnie oglądam „Brooklyn 9-9”, czy czytam Tołstoja, nijak to wpływa na moją dorosłość. Nasza dorosłość to adekwatność zachowań do sytuacji.

 Momenty, w których ktoś mi krzyczy „Magda, dorośnij!”, to te, w których moje zachowanie było nieodpowiednie do sytuacji. Zrobiłam coś, co wybaczyć można dziecku, a nie kobiecie.

W dniu swoich urodzin myślę o dorosłości. Zastanawiam się: Jestem dorosła, czy może tylko bywam? Czy traktowanie słowa „dorosły” jak obelgi lub przeciwnie, jak wręcz tytułu szlacheckiego, ma sens?

Dorosłość to tylko stan, w który w pewnym momencie życia wchodzimy, nic więcej.

Mam 29 lat, dwójkę dzieci, męża, psa, dwa koty, pracę, samodzielność. Mam też opaskę z rogiem jednorożca, brokatowe buty z różowym pomponem, ciuchy z działu dziecięcego i strój kota. I jestem dorosła.

(Visited 124 times, 1 visits today)
Navigate