A gdybym umarła

Oglądałam ostatnio strasznie głupi film. Znawcy i krytycy pewnie by się ze mną nie zgodzili, ale dla mnie był po prostu głupi.

Mamy główną bohaterkę – Abby, która od dzieciństwa jest w tym samym, obrzydliwe szczęśliwym związku, którego ukoronowaniem ma być ślub i wesele. Niestety, naszą bohaterkę pierwszy raz w życiu dopada pech. Ślubu nie będzie, Abby dopadł rak. Rak nie byle jaki, bo mocno zaawansowany i nieuleczalny na żadne znane i nieznane sposoby. Mówiąc wprost: nasza bohaterka umrze i to prędzej niż później.

Co robi kobieta, która jest w szczęśliwym związku i umiera? Oczywiście zakłada swojemu facetowi konto na Tinderze i szuka swojej następczyni. To był ten moment, w którym uznałam, że film jest głupi.

Choćby, nie wiem, jak mi ten film ubierał to w otoczkę romantyzmu, miłości i troski, to dla mnie była to próba kontrolowania życia swojego faceta nawet z zaświatów. Wszak Abby nie wybierała kobiet, które mogłyby spodobać się jej ukochanemu, a takie, które JEJ odpowiadały. Przede wszystkim jednak Abby nie szukała nowej życiowej partnerki dla swojego faceta, a opiekunki, która się o niego zatroszczy gdy ona sama już umrze. Co ciekawe, ani przez chwilę nie wpada na pomysł by porozmawiać z Samem (tak ma na imię narzeczony) o tym, co będzie, gdy już umrze. O swoich obawach, pragnieniach, pomysłach. W filmie jest pokazane, że ta para lubi pograć sobie w grę „co by było gdyby…”, a jednak żadne z nich nie próbuje zadać wprost pytania „a co, gdy już umrę?”. Za to jest cała masa głupich gierek z tym Tinderem.

Oglądałam sobie ten film i tak myślałam „ciekawe jakby mój mąż żył po mojej śmierci?”. Choćby nie wiem jak romantyczne było to, że umierałby z tęsknoty za mną, moich rzeczy nie wywalał, pościeli nie zmieniał póki pachniałaby mną, to muszę spojrzeć prawdzie w oczy: mój mąż w śmierci widzi spotkanie ze Stwórcą, więc zamiast płakać co noc w poduszkę, wspominałby moją duszę w modlitwie.

Czy ułożyłby sobie życie z kimś innym? Na ile go znam, to pewnie tak.

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to czasem uśmiercam w myślach poszczególnych członków swojej rodziny. Jakiej jednak wizji bym wtedy nie snuła, to jest w niej miejsce na życie. Jest w niej miejsce na życie tych, którzy pozostali.

Dziesięcioletnią żałobę po żonie można uznać za wyraz najgłębszej miłości. Ja mam jednak nadzieję, że jeśli zdarzy mi się umrzeć, to mój mąż te 10 lat wykorzysta jakoś lepiej.

(Visited 214 times, 1 visits today)
Navigate