Jestem żoną więźnia

Nazywam się Magdalena Śpiewak, jestem żoną aferzysty. Jestem żoną więźnia

Nie neguję winy mojego męża. Został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Wszyscy to wiemy. Ten tekst nie jest miejscem, w którym będziemy dyskutować nad słusznością wyroku. Nad tym czy dobrze mu tak, czy może wręcz przeciwnie. Ten tekst jest o jego żonie, która nigdy nie dostała mandatu, choć pewnie tylko dlatego, że nikt mnie nigdy nie złapał na piciu w parku.

Piątek, 31 sierpnia. Zapamiętam tę datę do końca życia. Wróciliśmy właśnie ze szpitala, do którego mój mąż został parę dni wcześniej zabrany przez SOR z kwasicą ketonową. Został na podwórku zapalić, ja weszłam do domu. Zeszłam go ponaglić, już, zaraz przyjdzie. Nie przyszedł. Przed dom ściągnął mnie nienaturalny hałas.

Zobaczyłam mojgo męża stojącego bezradnie. Jeden z policjantów zakładał mu kajdanki. Nic do siebie nie powiedzieliśmy. Za to mówiłam do policjantów, prosiłam by pozwolili mu pożegnać się z dziećmi. Odmówili. Nie kłóciłam się dalej. Pomyślałam za to, że mój mąż ma na sobie moją bluzę w jednorożca.

Pozwoliłam go po prostu zabrać. Nie przytuliłam go. Nie pocałowałam. Nie powiedziałam, że go kocham. Za to myślałam o swojej bluzie. Kurwa, o bluzie!

Wiedzieliśmy, że to prędzej czy później się stanie. Mieliśmy jednak nadzieję, że na naszych warunkach, że gdy wszystkie opcje (bransoletka, odroczenie, prace społeczne) odpadną to zgłosi się do aresztu sam. Nie byłam na to gotowa. Na to nie można było się przygotować, dziś to wiem.

Płakałam cztery godziny bez przerwy. Płakałam tak długo, że zaczęłam gorączkować. Płakałam tak intensynwie, że zaczęłam się dusić. Płakałam, bo mogłam, bo chciałam, bo potrzebowałam. Płakałam, bo zostałam sama. Płakałam, bo roztrzaskano mi serce. Płakałam ze smutku, bezradności i strachu.

Najgorsza jest ta niewiedza co się z nim dzieje, jak się czuje, jak się odnalazł w więziennych warunkach, jak go tam traktują, czy podali mu leki, czy zbadał go lekarz. Wiem, że zamartwia się tam mną i dziećmi, a ja nie mogę mu powiedzieć, że niepotrzebnie, bo przyszło wsparcie, że znalazła się cała masa ludzi, którzy chcą mi pomóc. Ta bezradność boli najbardziej.

Puste miejsce w łóżku parzy i ziębi jednocześnie. Ciężko mi zasnąć, a gdy zasnę, sen jest niespokojny. Budzę się nieprzywoicie wcześnie. Pierwsze co odczuwam to pustkę obok. Daję sobie pare minut na płacz. Coddzienie układam jego pościel, tak jak zawsze to robiłam. Liczę, że przyniesie mi to ukojenie.

Kiedy nie myślę o nim to myślę o problemach jakie mnie czekają. O wszystkich sprawach, których nie zdążyliśmy załatwić. O telefonach, których nie wykonam. Dostrzegam problemy, których nie było gdy był on, bo nie musiałam się tym martwić. Nie musiałam się zastanawiać kto wpuści kuriera, zadzwoni umówić dzieci do lekarza, odbierze syna z przedszkola.

Mam żal do siebie, że nie zareagowałam inaczej. Zatruwam się tym. Dlaczego go nie przytuliłam? Dlaczego nie odprowadziłam aż do radiowozu? Dlaczego nie krzyczałam, że go kocham? Czy ma do mnie o to żal? Czy mi wybaczy?

Tak, wiedziałam za kogo wychodzę za mąż. Tak, wiedziałam, że to może nastąpić, ale ta wiedza nie sprawia, że to boli mniej. Straciłam njabliższą mi osobę. Mojego jedynego przyjaciela. Miłość mojego życia. Choć dla społeczeństwa jest zbirem, któremu się należało, dla mnie jest mężem, ojcem moich dzieci, największym wsparciem.

(Visited 2 931 times, 1 visits today)
Navigate