Daj sobie spokój

Przełom października i listopada przyniósł mi gorsze samopoczucie i zwykłe osłabienie. Pierwszy raz od dawna dopadła mnie choroba. Niestety w czasie, gdy miałam gości na kilka dni, więc nie mogłam się położyć i najgorszego przeleżeć, a przechodzenie choroby nic dobrego przynieść nie mogło.

Poza chorobą dopadło mnie zwykłe zmęczenie pracą. Nie zniechęcenie czy brak weny, ale zmęczenie. Siadałam, żeby coś napisać i jedyne, co czułam, to „nie chce mi się”. Postanowiłam walczyć z brakiem motywacji, bo wkurzało mnie snucie się po domu bez celu, a poza tym wiedziałam, że jest to nieodpowiedzialne. Zapisywałam zatem od góry do dołu moją tablicę z zadaniami na konkretny dzień. Byle jak najwięcej. Jeśli wydawało mi się, że pozycji jest za mało, to dopisywałam. Chciałam nadrobić te stracone dni. Efekt był taki, że samo patrzenie na tę tablicę mnie przytłaczało, a dodatkowo doszła frustracja spowodowana tym, ze większość, a nawet wszystkie punkty nie były odhaczone. Nie…

Navigate